Rodacy, oczekuję pilnej pomocy! Mam oto poważny dylemat natury moralnej, że o wizerunkowym i estetycznym nie wspomnę.
Bo nie wiem za diabła, co tak naprawdę mam dziś świętować. Robotnicze święto z ponad 120-letnią tradycją, czy nijakiego Karola Wojtyły rocznicę przeuroczej i niezwykle sympatycznej beatyfikacji (czy jak to sie tam nazywa)? Nie ukrywam, że chciałbym być uważanym za dobrego Polaka, prawego obywatela i przykładnego patriotę, ale czy czczenie robotniczego święta nie obróci w niwecz me starania? Może więc jednak zamiast iść z czerwoną szarfą na piersi i szturmówką w ręku ulicami Warszawy, lepiej bym ze zbolałą na tę okolicznośc miną, wziął udział w jakiejś dziękczynnej procesji?
Nie ma co ukrywać, że Watykan swoją nieprzemyślaną decyzją o terminie beatyfikacji pana Wojtyły wszystko spierdolił. Zepsuł radość tych od pochodów i nadwyrężył cierpliwość tych od procesji. Bo nie da sie pogodzić dwóch świąt w jednym. Nie mogli tego Karola beatyfikować sobie dzień później? Czekał koleś tyle lat na to, mógł poczekać jeszcze jeden dzień. Ta święta korona z głowy pewnie by mu nie spadła. Byśmy mieli wtedy w jednym ciągu trzy poważne święta: robotnika, papieża i konstytucji. Dla każdego coś miłego, palce wprost lizać. A tak dupa blada.
Ale myślę sobie że zawsze można znaleźć jakieś wyjście. Oto jeden z moich korespondentów donosi, że ten pierwszy maja to również (a może przede wszystkim) klesze święto nijakiego Józefa Robotnika (z góry przepraszam jeślim coś pokręcił z tymi imionami). Rodacy, obywatele i wy parafianie będący w mniejszości, która ponoć jest większością: korzystajmy z okazji. Najwyższa pora by owy 1 maja zrobić świętem Świętego Karola Wojtyły Robotnika. Należy mu się nawet, bo przez całe życie zapierdalał ciężko w pocie czoła. Pisał, rozgrzeszał, psuł, naprawiał, mówił, jeździł i ileż to cudownych cudów naprodukował równie cudownie. Spróbować warto. Udało się z Kaczorem na Wawelu, to i ten numer się uda. A ja przynajmniej nie będę miał dylematu.














