Pozycje z etykietami ‘tradycje’

10 Kwiecień 2012

jest impreza

 od redakcji:

 

Stowarzyszenie „Solidarni z Nie-Solidarnymi 2012” ma zaszczyt zaprosić Państwa na doroczny jarmark połączony z wyszynkiem. Jarmark z elementami jasełek odbędzie się tradycyjnie w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu przed prezydenckim pałacem. Czekają na państwa niesamowite atrakcje. Będą gratisowe hostie oraz dobrze schłodzone piwo Lech. Chętni będą mogli sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie z własnoręcznie skleconym krzyżem. Występ zapowiedział też jeden z najbardziej znanych artystów cyrkowych, klown Jarosław, który zademonstruje skecz pod tytułem „Zamach. Smoleńsk 2012”.  Gwarantujemy dobrą zabawę i niezapomniane wrażenia. 

7 Kwiecień 2012

idą święta dbaj o higienę

Ida święta. Podmyj się i zmień majtki. Dla Jezusa!

6 Kwiecień 2012

jak pasibrzuch z pasidupą

 revelstein pisze:

 

Wiecie, że wczoraj mieliśmy „święto księży“? Tak było, choć przyznam, że po raz pierwszy słyszę o czymś takim.

Oznacza to między innymi, że dziesiątki usłużnych urzędników państwowych w te pędy biegało do “swoich“ biskupów, składało pokłony, całowało w pierścionek i paluszek w dupsko biskupa wtykało, by dobrodziejowi było miło i przyjemność jakąś by miał. W takim Gdańsku na przykład, pana biskupa Głódzia zaspakajali miedzy innymi pan Wałęsa (ale on to osoba prywatna i mało nas obchodzi komu robi laskę), a także wojewoda Stachurski, wicewojewoda Owczarczyk, prezydent Adamowicz, prezydent Szczurek i paru innych jeszcze urzędników, zwyczajowo wiszących na klamce u drzwi Głódzia,  tudzież na jakiego zapasionej szyi. Uczestnicy o spotkaniu mówią niechętnie i pokrętnie, czemu mocno się dziwię, bo przecież jak wstydzić się można tak wielkiej łaski (laski?) jaka na nich spadła w postaci śniadanka z I sekretarzem województwa. A na śniadanko była ponoć bułeczka, szyneczka, jajeczka wszystko podawane przez młodych i wprawnych kleryków. Co działo się dalej, tego niestety nie wiemy. A skoro jesteśmy już przy temacie…

Na swój sposób księże święto świętował pan biskup Ryczan. On nie bawił sie w niuanse. Podczas spotkania z diecezjalnymi żołnierzami swymi apelował: „Módlmy się, bracia, za siebie nawzajem”. Idą ciężkie czasy, o dzieciaki coraz trudniej, klerycy też się wycwanili, na policję donosy trzeba składać, życie staje się nie do zniesienia. Módlmy się przeto i wzajemnie wspierajmy, bo inaczej te przefarbowane katoliki i patrioty i te niby przyjaciele kościoła, wykończą nas jak nikt do tej pory. Tak, wspierajmy się towarzysze, cicho sza, morda w kubeł i do podziemi. Niech bóg nas wspomoże. Bracia kapłani apel biskupa Ryczana przyjęli z pokorą i nieukrywanym zadowoleniem. Niech się święci święto nasze za pieniądze wasze.

23 Marzec 2012

ekspert Jezus

 joshua levin pisze:

 

Czy Jezus akceptował rozwód – pytają niestrudzeni i nieustraszeni łowcy ateistycznych wampirów.

W katolibowych środowiskach trwa ożywiona na ten temat dyskusja, bo ponoć upadek świeckiej instytucji małżeństwa jest totalny i przerażający. No cóż… Po pierwsze wszystko zależy od tego, kogo co przeraża i kto totalnie ma narobione w głowie. Po drugie: co może normalnego człowieka w XXI wieku obchodzić pogląd na ten temat jakiegoś faceta sprzed dwóch tysięcy lat? To jakiś kompletny absurd i zupełny brak dystansu do czegokolwiek.

Tym bardziej, że nie ma żadnego na tyle wiarygodnego przekazu żeby sądzić, iż  Jezus w takiej postaci jak go sobie wyobrażamy, w ogóle istniał. Wielu sądzi, że to być może zlepek kilku różnych postaci, istniejących na przestrzeni dziesiątek lat. Potem, również przez dziesiątki a nawet setki lat, jacyś sprawni w mowie i piśmie poskładali to wszystko w jeden obowiązujący model do wyznawania. Do końca też nie wiadomo, jak się ten gość (jeśli już istniał w takiej czy innej formie) prowadził i z kim się prowadzał. W każdym razie wiele wskazuje na to, że prowadził się różnie i autorytetem w sprawie małżeństwa raczej najlepszym nie jest.

To zresztą w tradycji gdzieś zostało i przemyciło się przez wieku, bo i dziś okazuje się, że najlepszymi autorytetami od instytucji małżeństwa, oraz rodziny, są panowie duchowni, czyli goście którzy w życiu nie mieli z tym do czynienia. Powtarzam to od zawsze i przy każdej okazji. I którzy to panowie duchowni, jak wskazuje doświadczenie, prowadzą się – delikatnie mówiąc – tak sobie, czyli nie najlepiej a wręcz fatalnie.  A najgorzej, że mieszają w to biednego Żyda sprzed setek lat, który nawet nie przypuszczał, jak go będą w przyszłości wykorzystywać.

8 Luty 2012

pedofile radzą o zwalczaniu pedofilii

 revelstein pisze:

 

W poniedziałek w Watykanie rozpoczęła się wielka kościelna konferencja. Konferencja o  pedofilii. Można rzec wręcz, że oto mamy PZPR w nowym wydaniu: Pierwszy Zjazd Pedofilów Religijnych.

Spędzono w jedno miejsce ponad dwustu biskupów, przeróżnych zakonników i innych mądrych w wierze. Mają zaradzić złu, które się dzieje. Jednak czy zaradzą? Niestety, wszystko wskazuje na to, że znów będą leczyć objawy zamiast przyczyn. To taki marketingowy chwyt, który naiwnych maluczkich ma przekonać, że kościół jest wielki, nowoczesny i czuły na krzywdę ludzką. Tymczasem zaś księża pedofile (z wyłączeniem kilku krajów) czyją się całkiem dobrze i w dupie mają konferencje i wielokrotne przeprosiny Benedykta. I dzieje się to, co się działo zawsze.

W Polsce te święte krowy, są z reguły ponad prawem, a jak przyjdzie co do czego, to natychmiast sięgają po sprawdzony argument „obrazy uczuć religijnych”. Bo atakowanie księdza,  jest równoznaczne z „obrażaniem uczuć”. A bezpieczeństwo tym wariatom zapewniają różni tacy z dupy wzięci nawiedzeni politycy, co to Chrystusa chcą zrobić królem Polski, a z nudów modlą się o deszcz. I to oni pośrednio zapewniają bezpieczeństwo zbokom w sutannach. I święty pan Wojtyła swoje trzy grosze też tu dołożył, bo nic w tej sprawie praktycznie nie robił, a tym samym chronił swoich kolesiu używających sobie ile wlezie.  Cieszę się więc bardzo, że watykańskie tuzy zjechały się do Rzymu, by choć trochę publicznie ponarzekać, zrobić szoł i pokazowo załamać ręce. By w przerwie między kawą,  koniaczkiem i deserem, zapewnić gawiedź, że teraz będzie już inaczej, ze trzeba zaradzać, leczyć i przeciwdziałać. Cieszę się, że aż z podziwu wyjść nie mogę.

22 Styczeń 2012

jak godnie przyjąć żebraka

 finkel pisze:

 

Ksiądz łażący po tak zwanej „kolędzie”. Znacie ten obyczaj, tę ukrytą formę żebractwa? Pewnie znacie. Jednak żeby wspomóc żebraka, trzeba się do tego odpowiednio przygotować.

Jedna  z  gazet opublikowała instrukcję pewnej białostockich parafii. Są to wytyczne dla mieszkańców, jak powinni się przygotować do kolędy. Zasady są liczne, szczegółowe i nawet na swój sposób śmieszne. I tak…

Nie wolno przyjmować pana księdza boso, bo to „wyraz najwyższej pogardy”.  Stół powinien być przykryty białym obrusem, a na nim powinien stać krzyż. Im krzyż większy, bogatszy tym lepiej świadczy to o pobożności mieszkańców. Powinien też być lichtarz ze świecą, a najlepiej lichtarze dwa. Do tego oczywiście tak zwane pismo święte i święcona woda z kropidłem. Święcona woda to po prostu kranówa z łazienki, ale przecież ksiądz nie musi o tym wiedzieć. Wszystkie te gadżety domownicy powinni mieć własne nie zaś pożyczane od sąsiadów, bo to grzech i obciach.  Dalej…

Podczas kolędy w domu powinni być wszyscy domownicy. Dzieci nie mogą w tym czasie uczestniczyć w dodatkowych zajęciach, być na basenie czy też treningu. Powinny również pokazać księdzu swoje zeszyty z religii. Młodzież maturalna z kolei zaświadczenie o uczęszczaniu na katechezę. Po kapłana należy wyjść przed dom – to święty obowiązek gospodarza. W instrukcji są też wytyczne dotyczące zwierząt domowych. Psy należy zamknąć w innym pomieszczeniu. Pies, który dotyka łapami komży księdza nie jest wyrazem powitania, lecz wyrazem niedbalstwa ze strony gospodarzy. Zarówno gospodarz jak i pies będą się za to smażyli w piekle.

W instrukcji nie ma zapisanych jeszcze dwóch punktów, ale sa one tak oczywiste że nie ma sensu o nich wspominać. Po pierwsze dawanie panu księdzu mniej niż stówę jest wyrazem lekceważenia i kompletnego niezrozumienia potrzeb. To ciężki grzech skąpstwa. A po drugie:  w każdym domu koniecznym jest też wyrychtowany pokoik z dokładnie umytym dzieciakiem poniżej lat dziesięciu, chętnie niekompletnie odzianym. Ksiądz pogładzi po główce, pobłogosławi a w razie czego zaprosi do siebie. No, a teraz parafianie zróbcie sobie rachunek sumienia, czy aby za bardzo nie nagrzeszyliście byle jak księdza przyjmując.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.