Pozycje z etykietami ‘węgry’

16 Marzec 2012

tragedia węgierska, impreza polska

 reba derwish pisze:

 

Drodzy Państwo, miło mi donieść, że na Węgry dotarły zgodnie z zapowiedzią, hordy polskich pielgrzymów. Zakochanych w winie, wędzonej papryce i Orbanie.

Na dworcu w Budapeszcie wytoczyli się (przynajmniej ci pijani bogiem) z pociągu, i wywijając pomiętymi flagami przystąpili do solidaryzowania się. Wrzaskom, krzykom i zwykłym rykom nie było końca. Na delegację Wolaków, czekały nieliczni przedstawiciel bratniego narodu, oraz dyskretnie ukryta, acz bacznie obserwująca sytuację policja. Bo nawet węgierska policja wie, że jak przyjeżdżają Polacy, dodatkowo wrzeszczący i wywijający flagami, to może to być zapowiedź poważnych kłopotów. Zawsze w obwodzie trzeba mieć psy i przynajmniej batalion szturmowy w pełnym rynsztunku. Osobiście sądzę, że to jednak nadmierna ostrożność,  gdyż zdecydowana większość uczestników polskiej wycieczki kolejowej, to kibole Węgier, którym zapowiadana reforma emerytalna z racji wieku jest kompletnie obojętna. Skończyło się na szczęście skromnym „dzień dobry bracie Polaku” i „na zdrowie”, a pustych butelek nikt nie wyrzucał na tory. W polskim wykonaniu to jednak nowa jakość. Co prawda element wrogi i niechętny integracji, wywiesił na peronie wykurwisty transparent z tekstem „Przemyśl czy rzeczywiście Węgry Orbana to jest to co chcesz popierać”, ale zamulony długą podróżą element polski nie zwrócił na to większej uwagi. Nie mniej do konfrontacji dojść może, bo nie wszyscy Węgrzy (a nawet większość) to orbanowcy i już zapowiadają ustawkę z polskimi fanami ich wroga. I pewnie będzie tak jak z polską piłką nożną, Polacy optycznie byli dobrzy, ale znów dostali wpierdol. Generalnie jestem zdania, że dopóki nie zostanie okradzionych kilka sklepów, wycieczkę poparcia będzie można uznać za udaną. Mimo, że najprawdopodobniej kilka osób poprosi o azyl, w tym redaktor Sakiewicz.

6 Luty 2012

wolacy w pociągu pokoju

l.enin pisze:

 

Najwyraźniej zamach smoleński powoli bankrutuje jako idea. Maleje zainteresowanie i nikogo prawie już to nie rusza, poza rzecz jasna jednostkami wybitnie chorobowymi.

Przeto Gazeta Wolska rusza do ataku, próbując w inny sposób odzyskać tracone systematycznie pozycje. Co wymyślili? Oto Kluby “Gazety Wolskiej” serdecznie zachęcają do Wielkiego Najazdu Na Węgry. Ów najazd ma być – w zamyśle wolaków – demonstracją okrutnej i niesłychanej wręcz przyjaźni, jaką narodowość wolska darzy narodowość węgierką, zwłaszcza zaś ichniego premiera Urbana czy Orbana (w każdym razie jakoś tak…). Początek ekspedycji został wyznaczony na 14 dzień marca, specjalnie wynajętym – jeśli dobrze zrozumiałem – pociągiem z Warszawy. Ów schnellzug  po drodze nawiedzi kilka wolskich peronów, zwłaszcza usytuowanych w zagłębiu małopolskiej kołtunerii (m.in. Kraków, Tarnów i Nowy Sącz), by zebrać  stamtąd na swój pokład zaciężne zagony niosących bratnią pomoc wolaków.

Wyprawa polskiego korpusu interwencyjnego ma kosztować po 340 zetów od łba czyli hełmu. Dziś jeszcze nie wiadomo, czy z bratnią pomocą pośpieszą do Budapesztu także pielgrzymki z Rosji. Jeśli się dołączą to w ostatniej chwili. Nie bardzo wiadomo jak zareagują Czesi i Niemcy,  bo jakoś nikt u nich nie chce się przyznać do spadku po Czechosłowacji i NRD. Jeśli już, to do polskiej wyprawy dołączy kilkunastu tamtejszych najemników ,ale raczej zupełnie incognito. Przygotowania trwają;  gromadzone są konserwy, herbata, cukier i śpiwory. O postępach w miarę możliwości będę państwa informował.

5 Styczeń 2012

weszpolacy piszą listy

 joshua levin pisze:

 

Weszpolacy znów błysnęli swą weszpolską inteligencją. Napisali list do węgierskich faszystów i narodowców, gratulując im postępu w dekomunizacji kraju i zapewniając o swym pełnym wesz polskim poparciu.

List nie daje się do cytowania, bo to najzwyczajniejszy bełkot napitych jabolem i rozwydrzonych szczyli, którzy ledwo posiedli umiejętność jakiego takiego pisania (a i tak błędy ortograficzne musiała poprawiać mama). Jedno z ostatnich zdań brzmi: „Życzymy ( w oryginale „rzyczymy”) wam sukcesów, oraz liczymy, że już wkrótce prawda zwycięży”.

Prawda która zwycięży będzie niestety prawdziwa do cna. Węgierscy patrioci spod budki z piwem (winem?) walcząc z własnymi cieniami i z postaciami z bajek które sami na tę potrzebę napisali nawet nie zauważyli że ich wielkie i dumne państwo Madziarów już jest bankrutem. Za moment ten bankrut wyciągnie drżącą rękę po pomoc, po miliony euro i pewnie na te pomoc także Polacy będą musieli się złożyć. Zresztą taką pomoc weszpolacy skwapliwie deklarują. Skoro im to tak na sercu leży, to niechaj teraz, sami zrobią zbiórkę i sami z własnych euro niechaj niosą pomoc swoim pojebanym węgierskim kolegom. Może Węgier ta zbiórka nie uratuje, ale na leczenie psychiatryczne ichnich narodowych liderów powinno starczyć.

3 Styczeń 2012

wpijcie sami to piwo

 revelstein pisze:

 

Przedstawiciel Fundacji Helsińskiej Adam Bodnar dziwi się (a może nawet lamentuje), że polscy politycy nie protestują przeciwko sytuacji na Węgrzech. Bo dzieje się tam bardzo źle.

Gdyby taka sytuacja miała miejsce w Polsce, to z pewnością byśmy oczekiwali, że inne państwa zareagują – dowodzi pan Bodnar. Cenię sobie pana Bodnara, ale przewrotnie powiem, że na szczęście w Polsce tak się nie dzieje. Węgrzy Węgrom zgotowali ten los, bo sami na własne życzenie wybrali sobie niezrównoważonego psychicznie megalomana. Jak go sobie taką większością wybrali, to niechaj go sobie teraz obalą, ostatecznie mają w tym wprawę.  Nie przypominam sobie również, żeby oni jak u nas panoszył się Kaczyński, w jakiś sposób nas wspierali.

Przede wszystkim zaś należy się uczyć. Polacy chyba lekcję odrobili (przynajmniej po łebkach), bo drugi raz wariata i frustrata już nie wybrali, choć oczywiście może to być również najzwyklejszy przypadek. Na budapesztańskim przykładzie przechodzimy teraz lekcje poglądową, co by było gdyby było. Pewnie w nieco mniejszej skali, bo umówmy się, że poziom nasycenia orbanopodobnymi kretynami, jest w Polsce nieporównywalnie mniejszy. Można przyjąć, że prawie w ogóle nie występuje, z wyłączeniem rzecz jasna pewnego osobnika z Żoliborza, ale on chory więc trzeba mu wybaczyć.

Swoją drogą Kaczyński musi być na swój sposób szczęśliwy, bo jego pupilek a nawet idol, robi to, co on, wielki polski wizjoner, uważał za  jedyne remedium na polskie dolegliwości. Jednocześnie skręca go totalny wkurw, bo Orban robi też to, o czym on, Kaczyński może sobie jedynie pomarzyć i to w średnio erotycznym śnie. No,  ale Polacy nie nadali się nabić w butelkę, co jest być może optymistyczną wiadomością, że wbrew pozorom są w Europie jeszcze głupsi i naiwniejsi od nas. To Madziary.

Tagi: ,
22 Listopad 2011

węgierski cud

Ulubieniec i idol prezesa Kaczyńskiego, węgierski premier Orban, jakoś nie może pochwalić się wielkimi sukcesami. A nawet wręcz przeciwnie, Węgry po równi pochyłej zmierzają ku gospodarczej katastrofie. Za chwile więc, mimo pożyczkom, Węgry będą bankrutem.

Oczywiście jest w tym duża część winy, poprzedniej, lewicowej koalicji, ale nie oszukujmy się, że tylko lewica jest winna katastrofie. Dzielny pan Orban niewiele zrobił żeby sytuacje naprawić, a w zasadzie zrobił wszystko, by ją dodatkowo pogmatwać. Zepsuł to, co jeszcze jako tako funkcjonowało. Wszczął wojny z tymi od których był uzależniony próbując ratować gospodarkę. Zadarł więc zupełnie bez sensu z bankami, firmami telekomunikacyjnymi, energetycznymi, mediami; skupił się na rozliczeniach politycznych zemstach, miast na tym co faktycznie istotne. Frazesy i prawicowo nacjonalistyczna gadanina, zastąpiły rzeczowy program naprawy gospodarki.

Teraz by zatuszować klęskę, odwrócić uwagę od spadającego poparcia i skanalizować społeczne niepokoje, Orban chce ścigać opozycyjną partię socjalistyczną za zbrodnie komunistów z lat… 1947-89. To nowatorskie podejście do gospodarki. Najprawdopodobniej węgierski premier pilnie uczył się od Kaczyńskiego, który istotą swej polityki w krótkich na szczęście rządach, uczynił rozliczenia i rozprawy z politycznymi przeciwnikami. Szczęśliwe Kaczyński miał gospodarkę w dobrej formie (bo taką zostawili mu poprzednicy, z lewicy) mógł więc pozwolić sobie na ekstrawagancje. Szybko jednak przegrał i skończył jak polityczny dziad i dziadem takim będzie do końca żywota swego.

Plotka niesie, iż z ofertą pomocy Orbanowi złożył słynny IPN, czyli Instytut Propagowania Nienawiści. Mają chłopaki doświadczenie w biciu nacjonalistyczno rozliczeniowej piany, z pewnością bratankom pomogą. To słuszna droga, bo czasu na zdecydowane działania coraz mniej. Kumpel i idol Kaczora bierze w dupę. Czas wyciągnąć pomocną rękę. Bo jak ten Orban nie przetrwa, to kto nam tu nad Wisłą zbuduje drugie Węgry?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.