Zaiste zajebista niezwykle jest ta wolska, prawicowa klasa polityczna. Oni tak od ściany do ściany, od namiętnego seksu po okładanie pięścią.
Zaczęło się podczas tej niby demonstracji w obronie tej niby telewizji, od buziaczków i namiętnych spojrzeń.
„Zbyszku, zapomnijmy o tym, co było złe, ćpajmy razem – Jareczku kochanie, jesteśmy razem od zawsze. Chcesz buzi? - Chcę Zbyszku – A może jakaś laseczka za kościołem może – Wieczorem Zbyszeńku, wieczorem, bo teraz obowiązki”.
No, i tak sobie ćwierkali beztrosko w cieniu dumnie łopoczących flag i nabożnych spojrzeń wyznawców, też dumnych że mają takich przywódców.A potem poszło z grubej, rzec można dawno nie przedmuchanej rury.
„Zamach – zdrada i zdrajcy – zdradzono nas o świcie a ich przed południem – sprzedawczyki – wojna – prezydent uzurpator – na kolana szubrawcy”.
Kijem po oczach jak zawsze i bez zmian. Jaruś nakrzyczał, nazłorzeczył, nadął się i zapluł, a potem zlazł ze schodów i zabrał dupę w troki. Co będzie się dalej pierdolił z jakimś marszem. W perspektywie było dużo przyjemniejsze bzykanko (polityczne rzecz jasna, na seks przyjdzie czas jak prezes dorośnie).











