Rycerz za brudną kasę

Pan sierżant Jacek Żebryk zasłynął z bohaterskiej obrony honoru i godności polskich żołnierzy prowadzących na zlecenie sojuszników wojnę w Afganistanie. Są już nawet wyroki skazujące na grzywny tych którym „misja wyzwoleńcza” się nie podoba i którzy ośmielili się mówić o tym publicznie, acz momentami kontrowersyjnie i dosadnie.

bumar_121212

 

Wedle Gazety Wyborczej jednak sprawa nie jest wcale tak oczywista, jednoznaczna i moralnie czysta. Okazało się bowiem, iż za wojowniczym panem sierżantem stoi wielki koncern zbrojeniowy, finansujący jego sądowe zmagania. Bumar – bo o nim mowa – nie tylko Żebrykowi doradza prawnie, ale opłaca jego adwokata, który sierżanta reprezentuje w sądzie. Oficjalnie potwierdza to Marcin Górka pełnomocnik zarządu Bumaru. Nic więc dziwnego że Żebryk może sobie do woli pieniaczyć po sadach i wzywać przed prokuratora każdego, kto choć źle spojrzy na weterana, a już nie daj boże nazwie go najemnikiem. Żaden pacyfista i krytyk „wyzwoleńczej misji” w takim starciu raczej nie ma szans. Grube miliony i rozbudowane biuro prawne przeciwko zwykłemu obywatelowi? Czyż nie łatwo zgadnąć jaki może być wynik takiego starcia?

I to jest to drugie dno i sedno całej tej historii czy raczej histerii. Koncern, który żyje de facto z produkcji  zabawek do zabijania ludzi, szczodrze zarabiając na ludzkim nieszczęściu, finansuje narwańca, bo ten walczy z pacyfistami. A kto jak kto ale pacyfiści, dla każdego takiego Bumaru to najgorsza zmora, wróg i generalnie swołocz.  Mamy więc tu piękny związek i udane małżeństwo: zabłąkany rycerz sponsorowany przez lobby militarne walczy z większością społeczeństwa dla której bajki o misji wyzwoleńczej i walce za ojczyznę to zwykłe banialuki, funta kłaków warte. Nie wiem czy ci obywatele maja rację, ale maja pełne prawo wyrażać takie opinie.

Prawda obdarta nieco ze łzawego frazesu jest taka, że jak ktoś produkuje karabiny czy amunicję, to w jego interesie leży zaangażowanie wojska w konflikty zbrojne. Pamiętajmy, że polscy żołnierze w Afganistanie używają gogli noktowizyjnych, karabinów i amunicji produkowanych przez Bumar. I kto wie, czy aby kul i pocisków z tej samej bumarowskiej taśmy nie używają afgańscy talibowie, celnie lub mniej celnie rażąc nimi polskich wyzwolicieli. I co, wszystko jest OK?

Jest OK, bo interes kwitnie. Gdyby tak więc odpuścić krytykantom coraz bardziej nieprzebierających w słowach, to antywojenne poglądy mogły by zdominować debatę publiczną, to pewnie przełożyłoby się na wyborcze decyzje, a to z kolei skutkowałoby wycofaniem wojska z Afganistanu. Czyż trzeba jakość szczególnie dowodzić,  jak odbiłoby się to z kolei na kondycji finansowej Bumaru?  I w interesie takiego lobby, działa biedny sierżant, który świadomie (albo i nie) dał się wciągnąć w dziwną i raczej nieetyczną grę. Wszystko zaczęło sie niby od obrony dobrego imienia i godności, tylko kto tu godnie i niegodnie się zachowuje?

Na koniec, zaznaczam Wysoki Sądzie, że nie użyłem tu żadnych nieparlamentarnych słów, nikogo nie chciałem obrazić i pozbawić honoru, ani nazwać po imieniu, jeno jako obywatel skorzystałem z prawa wyrażenia opinii, co poświadczyć mogą tutejsi bywalcy.  A pana sierżanta, na swój sposób sympatycznego, prosiłbym aby więcej się już nie kompromitował, albo rozpoczął walkę od nowa, na własny rachunek i za własne pieniądze.