Etos na żołdzie

romaszewski130116_500

Pan senator Zbigniew Romaszewski, krew z krwi i polskość z polskości, zainkasuje 240 tysięcy za – jak to określono – bezpodstawne więzienie go przez dwa lata za czasów PRL. Przekładając to z polskiego na nasze, oznacza to po prostu,  że pan senator Romaszewski zażądał honorarium za to, że zaangażował się w tzw. opozycję i walczył o tę lepszą Polskę.  Czyli nie robił tego z czystej fantazji i z nudów, dla idei i potomnych, jak by się naiwnym wydawać mogło.

On za frico nie zawracał sobie dupę.  Angażował swój czas, wiedzę a czasem i ubranie, wykonywał określoną pracę, mniej lub bardziej idiotyczną, łącznie z dwuletnimi wczasami za kratkami czasem w towarzystwie całkiem sympatycznych ludzi, i za to właśnie należy mu się teraz sprawiedliwa zapłata. Robota wykonana, czas do kasy.

Sąd podzielił ten pogląd i ta lepsza już Polska, o którą pan senator walczył za pieniądze niczym najemnik, powinna docenić jego wysiłek i zapłacić stosowne wynagrodzenie. 240 tysi za dwa lata wentylowania się w kiciu to daje rocznie 120 tysi, a to daje z kolei miesięcznie 10 tysi, czyli całkiem ładne honoraium, po które nie jeden z was z pocałowaniem ręki by się schylił.

Niestety mam warażenie, że to tylko pierwsza transza honoracyjna, ta za ową wpisaną w scenariusz odsiadkę, czyli pierdlowanie. Ale przecież pan senator, oprócz tego 2-letniego pierdlowania, coś tam jeszcze w tej opozycji robił, bo gdyby nie robił to by go nie zamknęli. Więc na bank należy mu się dodatkowe honorarium za okres nie spędzony za kratkami, o którego wypłatę niechybnie pan senator wystąpi. Tych lat opozycyjnej pracy z odłożoną w czasie wypłatą żołdu, było przynajmniej kilkadziesiąt  (od lekko licząc 1967 roku). Jeśli teraz przemnoży się to przez te marne 120 tysi za każdy rok… Prawda, że można żyć godnie z bycia opozycjonistą? No, gdzie ci durnie co robili to dla idei?