Jak dupy dają autorytety

macierewicz-141217-1100500

Wreszcie się stało to, co stać się musiało. Popisowo wręcz zdycha smoleńszczyzna. Oto Gazeta Wyborcza wysłuchała prokuratorów a następnie zdała z tego relacje. Wnioski są proste acz na swój sposób zaskakujące. Zasadniczy jest zaś taki, że poziom umysłowy „ekspertów” jest mniej więcej taki sam, jak poziom zdrowia psychicznego ich promotora. No bo że są to idioci, to mniej więcej wiedzieliśmy, ale że aż tacy idioci, to tego nie podejrzewaliśmy.

icon-blackmotiv-200

Nawet Macierewicz, swoją drogą idiota koncesjonowany, ma na to nawet papier Ministerstwa Zdrowia, przyznaje: tak, to są kretyni ci moi eksperci, ale przecież to miało być tajemnicą państwową. I złożył już nawet donos u innego prokuratora, bo istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa zdrady owej tajemnicy państwowej.

A konkretnie co zdradzono?

eksperci_130918_630To mianowicie, że ekspertami pana Antka byli: wybitny specjalista od kartonowych modeli samolocików, znawca wybuchów, który wybuch paczki kapiszonów widział jeden raz w życiu, 30 lat temu w szopie u wujka Heńka, oraz niewydarzony, domorosły jasnowidz, który na kawałku blachy, pewnie z puszki po ogórkach, wykrył trotyl.

A na dodatek wszyscy razem wzięci zabawiają się podczas podróży samolotem obserwowaniem skrzydeł, stąd też ich rozległa wiedza ekspercka na temat awioniki. Dla potomnych przypomnijmy jeszcze ich nazwiska: Wiesław Binienda, Jan Obrębski i Jacek Rońda. Wszyscy to profesorowie a ich rewolucyjne teorie,  to ma być ta pilnie strzeżona tajemnica państwowa!

Czyli oto doczekaliśmy czasów że bele debil, a zwłaszczamega debil z tytułem profesorskim, jest szczególnie chroniony, a ujawnienie wiedzy o tym że jest debilem, to niewybaczalne naruszenie państwowej tajemnicy.  Waszym zdaniem to śmieszne, czy może beznadziejnie smutne?