Jak umierają artyści a rodzą się dewoty

munio_131104_700

Nie mam zamiaru zatrzymywać się nad tym wywiadem dłużej. Bo wszyscy którzy nim mieli się zachwycić już się zachwycili, a wręcz z zachwytu się dławią. O co chodzi? O Staszczyka chodzi. 
To że Staszczyk udaje nawiedzonego i odjechał, słychać było tu i ówdzie już od dawna. Wywiad dla Rzeczpospolitej dowodzi, że Staszczyk w końcu uwierzył w to co dotąd z przymrużeniem oko moim zdaniem, mniej lub bardziej nachalnie głosił. To też kolejny przykład na to jak umierają artyści a rodzą się dewoty.
Całości wywiadu nie da się przeczytać, bo sporo tam takiej mowy trawy i uduchowionego momentami bełkotu.  „Każdy ma szansę, każdy może spróbować. Jeśli teraz czyta to ktoś, kto nigdy nie był w kościele, ktoś kto nie wierzy, to polecam, żeby poszedł do kościoła i powiedział Bogu o swych problemach. Ja ze swojego doświadczenia mogę się założyć, że będzie się działo”.

No, zaiste odkrywcze i nikt nigdy wcześniej na to nie wpadł. I nie wiem co ten Muniek taki jakiś otwarty się zrobił. Mało kto już o nim pamięta, sprzedaż płyt spada, czy co jest w końcu grane?

W sumie to guzik mnie obchodzi jego stosunek do boga i Jezusa, bo nie jest to temat do jakiegoś medialnego i publicznego  ekshibicjonizmu. Choć bez wątpienia kościół uwielbia takie spektakularne nawrócenia. Zresztą teraz bardzo, ale to bardzo ich potrzebuje. Wyściska więc i wycałuje tudzież pod niebiosa chwalił będzie każdego najbardziej nawet marnego artystę, byleby tylko ten jakimś chociaż różańcem się pochwalił.

I choć Muniek chłopina się stara, to nic nie zmienia smutnej konstatacji, że tak jak kiedyś seplenił o czwartym liceum, tak teraz sepleni o bogu. Tylko czy będzie z tego przebój?