Zapach napalmu o poranku

zapach napalmy_131105_640

zapach napalmy_131105_640

Nie wiem jak długo można jeszcze o tym pisać i ciągle powtarzać te same argumenty… Ale niech tam. Fakt jest taki mianowicie, że pan Macierewicz się wzruszył. W sensie zatelepało nim. A zatelepało nim okrutnie po tekście naczelnego Rzepy Chraboty.

A Chrabota napisał, że  „najbardziej boli, że sami [mowa o ofiarach] nie macie głosu w swojej sprawie, że decydują za was jacyś rozhisteryzowani pełnomocnicy, mecenasi, eksperci, samozwańczy profesorowie, awanturnicy, polityczni cwaniacy”.

Nie ma sensu nad tym dyskutować,  bo napisał prawdę. Ale jest to prawda której nie uznaje Macierewicz. Więc swą frustrację wyładował w liście do redakcji gazety. Napisał w nim wszystko to, co już doskonale znamy i co nieodmiennie od długiego już czasu nas bawi (tak słowo „bawi” jest tu najodpowiedniejsze).

Ot choćby taki oto fragment.

„Przecież redaktor Chrabota musi mieć świadomość, że wszystkie te zarzuty i tezy raportu Millera (…) są fałszywe. Musi wiedzieć, że gen. Błasika nie było w kokpicie i że nie wydawał on żadnych komend, musi wiedzieć też, że piloci nie lądowali, lecz uciekali z pułapki, w którą zostali wciągnięci fałszywymi komendami rosyjskich kontrolerów, musi wiedzieć, że przyczyną katastrofy nie była pancerna brzoza”.

Stara zgrana śpiewka. Więc też posłużę się starą śpiewką tyle, że bardziej racjonalną.

Panie Antku drogi, przede wszystkim nie ma żadnej pewności, że Błasika nie było w kokpicie, tak samo – i tu zgoda – jak nie ma pewności że tam był. Logicznie rzecz biorąc jednak, dziwnym by było, gdyby go tam nie było. Bo o tym że sytuacja jest trudna, doskonale na pokładzie wiedziano. Znając zaś charakter Błasika i jego metody dowodzenia, byłbym bardzo zdziwiony gdyby nie siedział w kokpicie. Siedział na bank!

Poza tym nikt jak do tej pory nie odwołał ustaleń co do obecności we krwi generała alkoholu. Był na bani, acz ten niewygodny fakt skrzętnie i wstydliwie się przemilcza. I świadomie się do niego nie wraca, by nie daj boże, nie ucierpiał jego „bohaterski” przecież wizerunek. Oczywiście przyjęte dwie czy trzy lufy mogły nie mieć żadnego wpływu na przebieg lotu w końcowej fazie, ale fakt jest faktem. Na razie nie udowodniono że gorzała w krwi generała to kłamstwo.

Poza tym panie Antoni wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że piloci nie „uciekali z pułapki” jak pan raczył napisać, tylko całkiem świadomie i z premedytacją wpierdalali się na siłę w pułapkę, którą sami zresztą sobie zastawili. Wbrew logice i drących mordę systemów alarmowych. No, a  brzoza… Ma pan rację brzoza nie była jedyną przyczyną katastrofy.  Brzoza była jedną z przyczyn katastrofy, a w zasadzie jedną z konsekwencji całego splotu nieszczęśliwych sytuacji i chybionych decyzji począwszy od wylotu z Warszawy.

Pan doskonale o tym wie, tylko za chiny, nigdy, przenigdy pan się do tego nie przyzna. Szkoda więc czasu na zajmowanie się pana urojeniami.  A poza tym nie ma nic piękniejszego jak zapach patriotycznie smoleńskiego napalmu o poranku.