Marsz im. Kaczyńskiego

marsz_131214_630

Szczerze mówiąc to nie mogę nie zamieścić krótkiej choć relacji z wczorajszego marszu PiS. Bo przecież było to wydarzenie o którym winna mówić cała Polska, a nie mówiła. No cóż, widać jak na dłoni, jaka to Polska. Należy też przypomnieć, że był to marsz w założeniu poświęcony stanowi wojennemu, acz nie da się ukryć innej zgoła prawdy.

Po pierwsze, marsz ten podobnie jak i wszystkie inne marsze PiS, niezależnie od miejsca, czasu i powodu, są zawsze i niezmiennie marszami poświęconymi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czci się w ten sposób kilka razy w roku jego wielkość i nieomylność. On jest jedynym liczącym się uczestnikiem takiego marszu i on jedynie wygłasza mowy.  Reszta to tylko mało istotny dodatek.

Po drugie, marsze  ku czci i imienia Jarosława Kaczyńskiego, w zależności od sytuacji zwane np. marszem wolności i solidarności, albo marszem niepodległości, albo miesięcznicą, zawsze i niezmiennie poświęcone są też promowaniu w tej lub innej formie premiera Tuska i Platformy. Szczegółów tej promocji nie opisuję, każdy to widzi i słyszy.

Co się zaś tyczy wczorajszego marszu im. Jarosława Kaczyńskiego, w celach marketingowych nazwanym marszem wolności i solidarności, to jego przebieg znacząco pokrzyżował deszcz. Chujowo było jednym słowem.

Widzów i klakierów (o nich zaraz szerzej) zebrało się około 3 tysięcy z hakiem. PiS twierdził co prawda, że zagonił na ulice 10 tysięcy ludzi, ale oni myśleli  o 10 listopada, 11 listopada i 13 grudnia łącznie.

Znanych twarzy raczej, nie było nie licząc kilku pacjentów kompletnie już zapomnianych lub po prostu upadłych. Zresztą gwiazdy muszą być takie, by nie przyćmiły przypadkiem głównej gwiazdy (Andrzej Gwiazda w tej konkurencji się kompletnie nie liczy). Reszta to gapie i klakierzy.

Co do klakierów… Była ich całkiem spora grupa. To oni wznosili na znak dany przez Brudzińskiego hasła i okrzyki (bóg honor ojczyzna, chwała bohaterom, raz sierpem raz młotem), ale były to okrzyki rachityczne, niemrawe i kompletnie bez entuzjazmu (wnoszę, że klakierów kiepsko ich opłacono). I przyznać należy, że wyjątkowo mało oryginalne to raczej były okrzyki, nikt szczególnie się nie wysilił.

O wiele lepiej prezentowały się zaś faszystowskie symbole (swastyka) i rasistowskie hasła, jak rozumiem honorowych gości Kaczyńskiego, dość niemrawo i bez przekonania eliminowane przez tzw. straż marszu. Tak więc generalnie, trudno oprzec się wrażeniu, że wszystko znów poszło na marne, nikt się marszem tym nie przejął i mimo wysiłków, znów Kaczyńskiego nikt nie internował.