Wyklęta za wyklętych?

senyszyn-140118-700

Niespodziewanie głośno zrobiło się o posłance Senyszyn, a to za sprawą… żołnierzy wyklętych. Co ma wspólnego Senyszyn z wyklętymi, zapytacie? Żeby tam gender, równouprawnienie, ale wykleci? Wszystko za sprawą wpisu na twitterze. 

„PiS chce karać za mówienie prawdy, że po zakończeniu II wojny światowej żołnierze słusznie wyklęci mordowali swoich rodaków” – napisała prof. Senyszyn. I wywołała tym burzę.

Dla jasności dodam, że jest to burza w szklance wody, ale zarówno szklanka jak i woda to własność prawicy. Bo przecież nikt inny poza nimi nie ma czasu zajmować się pierdołami. Oto próbka tego bezsensownego bełtania wody:

„To nie pierwszy raz, kiedy pani Senyszyn pluje na Żołnierzy Wyklętych. W ten sam sposób europosłanka wyraziła się w programie „Młodzież Kontra”, mówiąc, że „Lalek” nie zauważył końca wojny. Na takie plucie na bohaterów Wolnej Polski nie może być zgody!”

Paradne, prawda?

Mam tylko dwie uwagi. Po pierwsze Senyszyn ma absolutną rację pisząc, że nijaki Lalek (czy jak mu tam na prawdę było), nie zauważył końca wojny. Bo nie zauważył! Ona się skończyła, a on jakby nigdy nic kozaczył i bawił się po lasach, nie zważając na to, że leśniczy raczej wkurwiony był i nieskory do zabaw. Więc tu Senyszyn żadnego faux pas nie popełniła.

Po drugie też ma rację, że wyklęci mordowali swoich rodaków, bo mordowali i trudno z tym dyskutować. Co najwyżej można odwracać kota ogonem, co z lubością czynią różni tacy prawicowi.

Dziś oto jest cała armia samozwańczych obrońców żołnierzy wyklętych. Narodowa prawica nawet usiłuje stworzyć wrażenie, że cała Polska broni wyklętych i jest z nich zajebiście dumna, a tylko nieliczni są przeciw i są to oczywiście zdrajcy, których miejsce jest więzieniu. Ale to bajka. Jesteśmy prawie 70 lat po wojnie i licząc na amnezję świadków,  każde gówno można przeto opakować w błyszczący papierek.

Tymczasem ludzie wtedy żyjący, a dziś jeszcze coś pamiętający (plus historyczne dokumenty i relacje) mówią, że tak słodko wcale wtedy nie było, a wyklęci bardziej nawet niż wykleci byli przeklęci. Bo dziś się podniecamy tym tylko, jakie to orzełki na czapkach nosili ci leśni chłopcy i ilu ubeków zabili, celowo zapominając i dyplomatycznie milcząc o liczniejszych i dużo bardziej wstydliwych ofiarach.

Porachunki osobiste, rabunki i mordy były na porządku dziennym i były ściśle wpisane w ten „narodowo-wyzwoleńczy zryw”, czy to się dziś komuś podoba czy też nie. A czasami (były takie przypadki) tylko o bandyterkę chodziło, zaś patriotyczne hasła były jeno przykrywką.

_______________________

Jedynym marzeniem wielu, jakże wielu ludzi z tamtych czasów było to, żeby wreszcie ich ktoś wyłapał i żeby wreszcie był spokój. I to jest ta prawda, do której dziś dorabia się nieco kaleką historyczną mordę. Prawda w oczy kole, legenda dupę liże.