Dajmy wreszcie w oko temu Oko

oko-140124-800

W sejmie wystąpił ksiądz Oko i było to zaiste widowisko godne dwudziestego pierwszego wieku. Co mówił, a w zasadzie co bekotał i bredził pan Oko, dokładnie opisały wszelkie możliwe portale i portaliki. Nie warto nawet tego powtarzać, bo klawiatury zwyczajnie szkoda. Kto ciekaw, niech sobie sięgnie.

W każdym razie jeśli prawdą jest, że onanizm – jak twierdzi Oko – prowadzi do chorób psychicznych, to ten Oko musiał onanizować się od przedszkola a i teraz nadal zapamiętale się onanizuje. 

Problem z katolstwem, czy ultra katolstwem, takim w wydaniu tegoż  księdza Oko, polega na tym, jak owe katolstwo traktować i jak z nim dyskutować. To znaczy, jak traktować dość skrajną raczej głupotę.

Niestety, z tą głupotą (rozumianą jako zbiorowisko), absolutnie nie wolno rozmawiać, bo w ten sposób robi się jej przysługę, legitymizując ją wobec świata. Trzeba przeto tę głupotę pozostawić samą sobie. Niech się nadyma, wydyma i napina, niech się karmi głupotą własną ta głupota. A ksiądz Oko naczelny głupol inter pares, niech będzie przewodnikiem tego stada. Trzeba też nazwać tę głupotę (z objawami nieuleczalnego debilizmu) po imieniu, i robić swoje. Jeśli nadarzy się okazja – tępić!

A w sumie to aż przykro patrzeć było, jak ewidentny głupiec,  opowiada z dupy wzięte historie, a naprzeciw siedzi zgraja zapatrzonych w niego niedorozwojów, z rozdziawionymi gębami tępo potakując głową, a z szeroko rozwartych ślepi nic poza pustką nie wyzierało. I żeby to jeszcze się działo w klubie anonimowych alkoholików emerytów z porażeniem mózgowym na dalekim zapleczu cywilizacji. Nie, to działo się w sejmie.