Chuj, dupa, Wojciechowski i kamieni kupa

wojciechowski-140707-1100

„Odmawiając pomocy wdowie po Marku Rosiaku, premier Tusk zachowuje się jak winowajca, uciekający od współodpowiedzialności za zbrodnię” – tak uważa Janusz Wojciechowski. To europoseł PiS, kiedyś członek PSL z hukiem z niego wywalony.

wojciechowski-140707-1100

Sprawę z Rosiakiem pewnie znacie i pamietacie. To pracownik biura PiS w Łodzi, którego w 2010 roku zabił pewien wariat o nawisku Cyba.

Co ma Tusk do czynienia z tym zabójstwem, to ja nie wiem. Prawdopodobnie wie to lepiej Wojciechowski, bo pisze: „Pan premier Tusk odmówił renty specjalnej wdowie po Marku Rosiaku, uzasadniając, że było to zwykłe zabójstwo, jedno z prawie tysiąca, jakich corocznie dokonuje się w kraju”.

Czyli Tusk wedle Wojciechowskiego to prawie współprawca zbrodni na dodatek teraz szykanujący wdowę. „Odmawiając pomocy wdowie po Marku Rosiaku, premier Tusk zachował się jak winowajca, uciekający od współodpowiedzialności za zbrodnię”. – pisze Wojciechowski i dodaje: „Łódź – zwykłe zabójstwo, Smoleńsk – zwyczajna katastrofa…“

Przy całej sympatii dla pana Wojciechowskiego i jego rybich oczu, nie bardzo rozumiem pretensje do Tuska. Nie dał, bo widocznie nie mógł. I to nie on zabił Rosiaka, ani w żaden inny sposób w tym nie uczestniczył. Zabił go porąbany debil i w tym sensie było to zwykłe morderstwo, kryminalne a nie polityczne.

Zaś co do Smoleńska… Tu sprawy mają się inaczej.

Oczywiście, że to nie była zwyczajna katastrofa. To była katastrofa mega nadzwyczajna. Jeden idiota, chwilowo na tronie, powodowany chorymi ambicjami i jeszcze bardziej chorą konkurencją, dodatkowo negatywnie doładowywany przez brata, zorganizował nadzwyczajnie idiotyczną wyprawę.

Niestety, na apel tego na tronie, odpowiedziało w potulnej pokorze i radośnie merdając ogonkami, całkiem liczne grono innych idiotów (w większości na stanowiskach), plus kilku co nie miało wyjścia. Całe zaś to towarzystwo wsiadło bez zastanowienia i bez wyobraźni, do dość idiotycznego samolotu, na dodatek pilotowanego przez gościa bojącego się własnego cienia. Finał znamy.

Mieliśmy niebanalnie arcy nadzwyczajne wydarzenie, do wspominania i wypominania przez następne plus minus pięćdziesiąt lat. Natomiast z punktu zwyczajnie technokratycznego, żeby nie powiedzieć technicznego, tak, to była całkiem zwykła katastrofa lotnicza. icon-blue-dot-50