Biblia znika z hoteli

Kolejny niesłychany skandal w Anglii. Oto sieć hoteli Travelodge, mająca w zarządzie około 500 hoteli w całym kraju, wycofała z hotelowych pokoi biblię. W myśl zasady: zero dyskryminacji dla innych religii.

Biblie więc wycofano nikogo o zdanie nie pytając. Jak ktoś ma ciśnienie i bez biblii życia sobie nie wyobraża, to po pierwsze jego to zasrany problem, a po drugie hotele są wyposażone w wi-fi, więc można sobie bez problemu biblię z sieci ściągnąć jeśli ma aż tak silne parcie. Poza tym, umówmy się, co to znów za problem?

Wedle managera sieci, nie pamięta on czy w ostatnim roku ktoś w ogóle po te biblie do recepcji się zgłosił. Na owe 500 hoteli mogły być dwa-trzy przypadki, ale nie więcej. Czyli zapotrzebowanie na nią było mniej więcej takie, jak zapotrzebowanie na mrożone drinki w środku syberyjskiej zimy.

Oczywiście wielu wypatruje w całej tej historii drugiego dna, a to tylko dlatego, że od roku 2006 sieć Travelodge jest własnością przedsiębiorstwa Dubai International Capital. Czyli Dubaj, islamiści, spisek, zmowa, koran… No, ale tak to jest jak komuś Dubai tylko z jednym się kojarzy. Ale nic z tych rzeczy, koranu też w pokojach nie ma i nie będzie.

Tamtejsi biskupi (czy jak tam ci anglikanie się tytułują) zwyczajowo rozdarli mordy. Jeden z ichnich purpuratów powiedział:

„To tragiczne i dziwne, że hotel usuwa Słowo Boże z powodu pobudek ekonomicznych czy fałszywej interpretacji słowa „różnorodność”

No, proszę pana biskupa. Różnorodność to różnorodność, w tym wypadku więc albo biblia, koran i tora wmiestie tugewer, albo nic.

Poza tym hotel nie usuwa żadnego tam słowa bożego, tylko zwykłą książkę, zwietrzałą baśń dla umysłowych geriatryków, pisaną, poprawianą i liftingowaną na wszelkie sposoby przez wieki całe, przez armie najaranych i napitych skrybów, o całkiem niekiedy wybujałej wyobraźni (jakkolwiek Doda głupia jest, tu akurat miała rację).

Ale wierzcie mi, po ziole tak to bywa, że fantazja człeka ponosi i widzi rzeczy tudzież osoby i zjawiska, które w rzeczywistości nie istnieją. Więc w tym wypadku biblia ma tyle wspólnego z panem bogiem, co ów pan Bóg z rzeką Buk.

I bolesnej tej prawdy nie jest w stanie zmienić nawet polski sąd, wyjątkowo łasy na ściganie religijnych bluźnierców i przestępców.  I o ile w tych sądach co rusz spotkać można jakiś heretyków o niewyparzonych gębach, co to wiadome wartości depczą i poniewierają, o tyle w polskich hotelach biblii od dawien dawna raczej nie uświadczysz, albo ja nie z tych sieci co trzeba korzystam.