Rysy i pęknięcia. Dyskusja która musi trwać

Nie jestem pewien, czy katolicy powinni się wstydzić się papieża Franciszka, natomiast wiem, że powinni się przede wszystkim wstydzić za samych siebie. Bo Franciszek kimkolwiek jest, jest przede wszystkim odbiciem i wytworem katolicyzmu, którego obraz tworzą sami katolicy. To koślawy obraz koślawej monarchii.

To, że Bergoglio rozbił kościelną karierę w kraju i w czasach kiedy mordowano ludzi to jedno, a to iż mimo tego stał się gwiazdą mediów, przez media zresztą sprawnie wykreowaną, to drugie. A obie te rzeczy wzajemnie się o siebie potykają i nijak do siebie nie pasują.

Niezależnie od wygładzonego i słodkiego wizerunku Franciszka jaki powszechnie dostajemy, mam do tej postaci głęboką rezerwę, jak zresztą do wszystkich tego typu sklerotycznych monarchów.

W tym wypadku mam też dojmującą świadomość, iż cała wierchuszka kościoła argentyńskiego w okresie wojskowej junty, ściśle z tą juntą współpracowała i aktywnie ją wspomagała. Pan kardynał Bergoglio musiał być w tej grupie, bo inaczej nie zrobiłby przecież takiej kariery jaką zrobił, albo w ogóle by go nie było.

Dla nas to sprawy dość odległe i skomplikowane, ale nie chodzi tylko o odległość jaka dzieli Argentynę od Polski, chodzi również o słynne nasze polskie umysłowe lenistwo. Nie potrafimy dać sobie rady nawet z Wojtyłą, a co dopiero oczekiwać byśmy dali sobie radę z Bergoglio.

Stąd zresztą to święte oburzenie na Wójciak, która powiedziała to co powiedziała, i w niezbyt może parlamentarny sposób, ale dość precyzyjnie opisała problem. Zamiast się jednak wysilić, woleliśmy ją potępić i otrzepać ręce.

Dla bardziej zaawansowanych załączam przeto wywiad z Ewą Wójciak znaleziony u Racjonalistów, który wątpiącym otworzy drwi i – jak to sie elegancko mówi – poszerzy horyzonty. Oby.