Wykreślić to się możecie z kolejki do lekarza

apostazja-140825-1100

W ostatnich dniach zapadł dość kuriozalny wyrok. Oto Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, która nakazywała proboszczowi pewnej parafii odnotowanie apostazji w księdze chrztu. Oficjalnego uzasadnienia wyroku nie znam, ale jest jeszcze szansa jego zmiany poprzez odwołanie się do Najwyższego Sądu Administracyjnego. Czy jednak coś to da? 

apostazja-140825-1100

Polecenie wymazania danych kobiety po apostazji wydane przez GIODO do sądu zaskarżył sam księżulek. Argumentował, że została naruszona konstytucja, konkordat i zasada rozdziału Kościoła od państwa. Czyli innymi słowy, a wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego to potwierdza, kościół w Polsce może wszystko i nie musi przejmować się żadnymi poleceniami ze strony organów państwa, bo takie jest prawo i zasada rozdziału kościoła od państwa.

Zasada ta zaś zakłada, że państwo pod żadnym pozorem nie może wtrącać się w sprawy kościoła, acz kościół może oczywiście wtrącać się w sprawy państwa, co też z lubością i konsekwencją czyni.

Wyrok sądu jest zaś kuriozalny z czysto logicznych powodów.

Wyjaśnię to na przykładzie możliwym do zrozumienia przez wszystkich kato i pisolubnych.

Wyobraźcie sobie mianowicie, że wasza matka, plus oczywiście ojciec jeśli go znacie (u katolików wszystko możliwe), zaraz po urodzeniu zapisali was do PO, bo w takim ślepym politycznym widzie wtedy byli. Wy tych fascynacji teraz nie podzielacie, ponad Tuska tysiąc razy bardziej cenicie, a nawet kochacie Kaczyńskiego, i z PO się wypisaliście, by nie szargać sobie dalej opinii. Macie oczywiście do tego pełne prawo.

Tymczasem jednak mimo aktu tej politycznej apostazji, nadal figurujecie na listach tej jebanej PO, a sekretarz ani myśli was z listy tej wykreślić. I w dupie ma wszelkie argumenty, w tym prośby i groźby. Czy w związku z tym nie łazilibyście po wszelkich możliwych instytucjach w tym i sądach, by swego dopiąć? I gwarantuję wam, że swego byście dopięli, a sekretarz w podskokach wymazywał by was z list jak leci.

Tyle, że dotyczy to sekretarza a nie księdza dobrodzieja. Sekretarz musi, ksiądz nic nie musi, bo wszystko ma w dupie. Więc co teraz?

Ja rozwiązanie znam, ale go tu nie zacytuję z obawy o prawdopodobieństwo oskarżenia o podżeganie do przemocy. Ukłony przeto.