Jak nie pamiętamy wojny

pamiec-140902-1100

Coraz mniej interesujemy się II wojną światową, coraz mniej o niej rozmawiamy, coraz mniej nas ona obchodzi. Dotyczy to bez mała 70% Polaków, jeśli wierzyć badaniom TNS Polska. A podstaw by nie wierzyć, raczej nie ma.

pamiec-140902-1100

Podejrzewam nawet, że wynik jest zafałszowany, bo ludzie po prostu wstydzą się z jakiś powodów przyznawać do tego, że ta wojna im kompletnie zwisa i powiewa. Ciekawie na ten temat mówi doktor Maciej Zaręba z Instytutu Studiów Politycznych PAN:

     „Na stan pamięci o niej (czyli II wojnie), wpływa to, że okres od jej zakończenia do 1989 roku, obfitował w dramatyczne wydarzenia polityczne: Poznań’56, Marzec’68, Grudzień‘70 (…) Ludzie wspominają podróż maluchem do Jugosławii, wielodniową kolejkę pod sklepem meblowym, brak papieru toaletowego, szok kulturowy związany z pierwszym wyjazdem na Zachód. To jest pamięć żywa, a II wojnę światowa mogą wspominać już tylko dziadkowie i to ci którzy byli wtedy dziećmi…“

A ci dziadkowie z kolei, pamiętają to co chcą, lub to co im się uroiły (a z wiekiem roi im się coraz więcej), lub też to co wmówiła im ta czy inna władza a przez lata im się utrwaliło. Bo nie czarujmy się, co też takiego może pamietać ktoś, kto w czasie wojny miał pięć czy sześć lat i zazwyczaj nie ruszał się z miejsca? No niewiele. Jego obraz wojny jest fragmentaryczny, niereprezentacyjny, nieprawdziwy, tak samo wypaczony jak pewnie mój, czyli kogoś kto wojny na oczy nie widział.

Wojny nie lubimy też wspominać ani o niej przesadnie rozmawiać, bo wiąże się często z tematami dla nas bardzo nieprzyjemnymi. Bo wojna to nie tylko chwała i honor, wojna to przede wszystkim wstyd, skurwysyństwo, małość i skazy na tym honorze. Jeszcze raz Zaręba:

     „Zazwyczaj nie pamiętamy tego, co jest dla nas hańbiące, bolesne, trudne (…) Ludzie nie pamiętali, nie mówili i wypierali z pamięci wiadomości np. o gwałtach na kobietach, a to było powszechne zjawisko na ziemiach polskich w czasie okupacji“.

I w tym duchu tez działania wszelcy naprawiacze historii, o których już wczoraj wspominałem. Co raz, zwłaszcza na prawicy, ktoś coś odkłamujeprostuje i po latach wyjawia skrywaną prawdę. Ale pod hasłem „odkłamywania“ dzieje się proces „zakłamywania“, czyli permanentnego wycinania z pamięci wszystkiego tego co nie pasuje do założonej wizji, co dla Polski i Polaków złe i hańbiące.

Bo Polak powinien się czuć dumnym zwycięzcą a nie ostatnim chujem, który z kretesem przegrywa wszystko a na dodatek jeszcze kolaboruje, szabruje a nawet współuczestniczy. W tej odkłamywanej przeto żmudnie historii, Polacy w czasie wojny zachowywali się więc tylko wzorowo albo prawie wzorowo, pomagali Żydom, wspierali się wzajemnie jak tylko mogli i oczywiście nie kolaborowali (pojedyncze przypadki się nie liczą).

Ale niezależnie od owych wysiłków naprawiaczy, tamta wojna będzie dla nas coraz mniej ważna, i z dnia na dzień odchodziła będzie w daleką przeszłość.

     „Nie jest żywa, autentyczna, przeżywana tak, jak przeżywali ja ci dla których była częścią biografii.“

Czy to jest normalne? Tak, to jest normalne. I zdrowe.