Dajcie im władzę a sami się pozabijają

kiezun-140923-1100

Czyżby rewolucja pożerała własne dzieci? Oto bowiem profesor Witold Kieżun, wyznaczony na do roli bohatera narodowego prawicy, okazuje się – wedle tygodnika „Do Rzeczy” – byłym agentem komunistycznej bezpieki. A to pech!

kiezun-140923-1100
To, że Kieżun współpracował z bezpieką mnie szczególnie nie dziwi, ani nawet nie bulwersuje, bo przecież wszyscy w ten czy inny sposób z nimi współpracowali, a symbole bohaterstwa zwłaszcza (a jeśli się okaże że nie współpracował, to znaczy że po prostu jeszcze nie wiemy że współpracował).

Tygodnik opublikował obszerny tekst, w którym Sławomir Cenckiewicz i Piotr Woyciechowski ujawniają okoliczności i przebieg tej ponoć kompromitującej współpracy. Kieżun się wypiera, plotka mówi że chciał sobie w łeb strzelać, a na prawej stronie, zwłaszcza tej zorientowanej bardziej betonowo, wrze i się gotuje. Bo naszych biją!

To, że Kieżun współpracował z bezpieką mnie szczególnie nie dziwi, ani nawet nie bulwersuje, bo przecież wszyscy w ten czy inny sposób z nimi współpracowali, a symbole bohaterstwa zwłaszcza. Dzięki temu pewnie zdobył paszport, uzyskał naukowe tutuły i zrobił karierę. Poza tym, to że współpracował z SB, wcale nie umniejsza jego wojennego, powstańczego bohaterstwa, a może czyni go nawet bohaterem jeszcze bardziej rozdartym i dramatycznym. Szczgółów jego życiorysu nie znam, bo i po co.

Pisze zaś o tym wszystkim tylko dlatego, że mnie to po prostu i po ludzku śmieszy. Nie, nie profesor, tylko jego samozwańczy obrońcy, promotorzy, a może i przyjaciele.

Oto zawodowy dekomunizator dr Piotr Gontarczyk:

„To jest publikacja po prostu skandaliczna. Wydaje mi się, że za opublikowaniem takiego artykułu stała tylko i wyłącznie zemsta na człowieku, który wypowiadał się inaczej, niż autorzy „Do Rzeczy” na temat Powstania Warszawskiego. Tu chyba nie ma żadnych innych powodów, i raczej nie da się dorobić żadnej ideologii. Zemsta, to raczej niskiego formatu motywacja”.

I w zasadzie wszystko już jest jasne. Tu nie chodzi w gruncie rzeczy o to, czy Kieżun donosił, raportował i kasował dolę, tylko o to, że jedna grupa atakuje drugą grupę, grając umownymi symbolami. Przekaz jest prosty: „Ponieważ nas wkurwiacie i knujecie za naszymi plecami, to my wam dopierdolimy kompromitując waszego bohatera. No i co nam zrobicie? Chuja nam zrobicie, złamasy jedne!“.

Za chwilę przeto ta druga koteria, wymyśli jakiś przebiegły myk i ani chybi dopierdoli wrogom, a w ramach słusznych retorsji z błotem zmiesza innego bohatera, na pomniki wynoszonego przez przeciwników.

Taka gra się po prostu toczy.

A chodzi o to, że PO goni w pietkę i ledwo raczej dycha, a do wyborów coraz bliżej, zaś władza pachnie niczym napalm o poranku. Tylko jak tak dalej pójdzie, to nim one te władze zdobędą, to całkiem skutecznie się wzajemnie wyrżną. I kto wtedy będzie rządził? Znów PO?