Co jest bardziej infantylne: elementarz czy biskupi?

episkopat-141009-1100

Jak biskupi się nudzą to zbierają się na tak zwanej konferencji episkopatu. Chodzi o to, żeby coś przekąsić, napić się i obowiązkowo poględzić na z reguły mało istotne tematy. Chodzi też o to, by stworzyć problemy które potem będzie się z poświęceniem rozwiązywać. 

episkopat-141009-1100

Z ostatniego dopiero co zakończonego spotkania biskupów, zainteresowały mnie dwie rzeczy (poza oczywiście gatunkiem pitej w przerwach wódki). Konwencja o przemocy oraz klauzula sumienia. Była jeszcze kwestia Elementarza, ale tu sprawa jest jasna.  „Nasz elementarz” jest infantylny”  – stwierdzili biskupi, a to oznacza, że ja w związku z tym nigdy tego czegoś do reki nie wezmę. Dziękuje wam panowie biskupi, żeście mnie uchronili przed wdepnięciem na tę intelektualną minę.

Ale poza zdradzieckim i infantylnym Elementarzem, inne nie mniej zdradliwe zjawiska dzieją się wokół. Otóż biskupi z właściwą sobie przenikliwością zdiagnozowali problem permanentnego łamania prawa katolickiego obywatela do stosowania klauzuli sumienia. Wykazali ponad wszelka wątpliwość, iz  „państwo nie pozwala na sprzeciw sumienia, bo koliduje on ponoć z prawami innych obywateli”. A to już jest granda i objaw bezpardonowego szykanowania i prześladowania katolików, nie mówiąc o łamaniu prawa. Bo – jak argumentował biskup Miziński – „to uprawnienie zostało zagwarantowane w polskiej konstytucji”.

No, skoro jest tak dramatycznie źle, to może faktycznie trzeba z tym coś zrobić?

Namawiał bym wszystkich szczególnie szykanowanych z powodu wiary, na zmianę tej wiary, lub jej całkowite porzucenie, bo być może automatycznie rozwiązało byto  problem. Tym trwającym jednak z uporem i mających poczucie szczególnego szykanowania,  zalecał bym na przykład emigrację (nawet na trochę) do krajów religijnie znacznie bardziej przyjaznych. Choćby do Syrii, czy nawet Iraku, zwłaszcza północnej jego części.

Tam wedle mojego rozeznania można w pełni pooddychać religijną wolnością, bez jakichkolwiek obaw o szykanowanie, z klauzulą sumienia włącznie. Tam też można by się naocznie przekonać, czy teza jakoby religia była źródłem przemocy jest prawdziwa, czy też – jak chcą biskupi –  z gruntu fałszywa. To są naprawdę wyjątkowo przyjazne katolikiem rejony (nie to co Polska z antykatolicką dyktaturą) i proponuję biskupowi Mizińskiemu, a może i całemu episkopatowi, aby wybrali się na rekonesans, by się o tym przekonać. Za nim pewnie ruszą tłumy, łaknące wolności.