Jak walczyć ze spadającą liczbą małżeństw

Mamy stan alarmowy, mamy głęboki kryzys rodziny. Ludzie się rozwodzą, z roku na rok coraz częściej. Na dodatek jeszcze nie chcą się żenić, wolą żyć na kocią łapę. Ja doprawdy nie wiem, jak to wszystko przeżyje prawica, no i biskupi czy to w zdrowiu zniosą.

zwqiazek-141015-1000500

Z tymi rozwodami to jednak nie za bardzo chyba da się walczyć i skutecznie im przeciwdziałać. Bo przecież nawet kościelna groźba nie dzielenia się z rozwodnikami wafelkiem nie działa na ludzi już odstraszająco. A w dzisiejszych czasach nikt poza Gądeckim może, nie proponuje palenie ludzi na stosie za takie coś.

O wiele lepiej i skuteczniej można sobie radzić z problemem spadających ilości nowych małżeństw. Co zrobić by powstawało więcej nowych rodzin?

Przede wszystkim zgodzić się na związki pomiędzy osobami tej samej płci. Kościołowi z jakiś nie zrozumiałych powodów to bardzo przeszkadza, ale jak policzy ile na tym można zarobić to może zmieni zdanie.  No bo powiedzcie sami, co panu bogu do tego, kto z kim się pierdoli i na jakiej zasadzie?  Pan z panią czy może pan z panem? Bóg, ma większe problemy, takie choćby jak gwałtownie spadające pogłowie aniołów i znacząco gorsza z roku na rok jakość kandydatów do anielskiego stanu. Dużo czarnych, mało białych, a czy ktoś widział kiedyś czarnego anioła? Czarna to może być mucha. Więc problem homomałżeństw jeśli istnieje, to jest to problem tylko biskupów a na pewno nie pana boga.

Poza tym, jeśli już przy tych biskupach jesteśmy, kościół dobrze by zrobiło gdyby wreszcie przestał przymykać oko na niesakramentalne i tajne związki purpuratów, a także zwykłych księży i zmusił ich do tych związków zalegalizowania. Niech biskup S.  z Warszawy wreszcie weźmie ten ślub z Jolantą M., z którą i tak od lat żyje, wspólnie na wczasy jeździ i dziecko wspólnie wychowuje. Po co dalej utrzymywać tę fikcję? Chociaż statystyki się poprawią. Niechaj też kardynał D z … no, nie napisze skąd, bo łatwo to odszyfrujecie, więc niechaj ten kardynał wstąpi wreszcie w związek z księdzem J., a pewien kardynał jak wyzdrowieje i syfa zaleczy, niechaj dalej sobie rucha młodszego o 40 lat księdza Z., tylko legalnie i w formalnym związku. Takie widzę po prostu rozwiązanie. I wierze też w to, że będzie to jedyna grupa społeczna, w których ewentualna ilość rozwodów będzie zerowa. Bo ostatecznie liczą się zasady.

Reklamy

Opublikował/a

Niektóre opisywane tu wydarzenia mogą być wytworem mojej fantazji a nieistniejące fakty najprawdopodobniej zostały całkowicie zmanipulowane. Jakiekolwiek podobieństwo do osób powszechnie znanych i nieszanowanych jest jednak jak najbardziej zamierzone i nieprzypadkowe.

12 thoughts on “Jak walczyć ze spadającą liczbą małżeństw

  1. No nie mogę się z tobą zgodzić co do ,,pedalstwa ” i tzw. małżeństw dwóch facetów ! Mogę to tolerować , ale zawszę będę uważał taki związek za obrzydliwy , w temacie współżycia . Co do kościelnych zboczeńców , to wolę o nich nie mówić , bo ja załatwił bym to jednym strzałem w łeb . A dlaczego spada ilość zawieranych oficjalnie związków małżeńskich ? przyczyn jest wiele …Trudności w zdobyciu jakiejkolwiek stabilności życiowej przez młodych , wygoda , strach przed odpowiedzialnością , niedojrzałość emocjonalna …i wiele innych …jak pewność że małżeństwo stanie się przyczyną rozwodu , bo ogranicza wolność . Minęły już czasy , kiedy w związku żyło się aż do śmierci i jak mawiała pewna doświadczona hrabina , która przeżyła trzech mężów ,,MĘŻCZYZNA Z DOMU MUSI WYJŚĆ Z PEŁNYM ŻOŁĄDKIEM I PUSTYMI JAJAMI , JEŚLI JEST ODWROTNIE , TO KOBIETA SAMA JEST SOBIE WINNA ” – Takich kobiet już nie ma jak hrabina i to jest przyczyna małej ilości zawieranych związków , najpoważniejsza ….

    1. Uważasz, że 30, 50, 100 lat temu ludzie byli dojrzalsi emocjonalnie? Zwłaszcza że średni wiek zawierania małżeństw był dużo niższy niż obecnie. Nie, nie byli. Silniejsza była natomiast presja społeczna na parzenie się i rozród, A już dla kobiety do końca drugiej wojny małżeństwo było jedynym dostępnym źródłem utrzymania i pozycji społecznej, co powodowało, że się łapało i ciągnęło do ołtarza pierwsze gacie, które weszły w zasięg ręki. A gdyby „nie było już takich kobiet” próbujących zrobić z siebie i z innych kobiet darmowe służące chłopa, worki treningowe i ścieki na spermę, byłoby świetnie, ale tak nie jest, niestety. Dlatego między innymi ciągle ten parchawy bantustan ciągle nie ratyfikował konwencji o przeciwdziałaniu przemocy, co zrobiła już nawet półdzika Turcja.

    2. Kamila – Nigdy bym się nie dopuścił jakiejkolwiek przemocy na ,,swojej ”kobiecie ! Prawdą jest , że są takie , co biorą,, to co im wpadnie w ręce” wiec godzą się na tzw. ,,wór na spermę ”. Ale ostatnio wiele cwanych kobiet , wyspecjalizowało się w życiu z alimentów i dzięki ,,solidarności jajników ” z prowadzącymi sprawy rozwodowe sędzinami , spokojnie przez 20 lat żyje z ,,ofiary ” mądrze wyselekcjonowanej i ustrzelonej …

    3. Andreo mój drogi! Postulat wora na spermę zgłosiła cytowana przez Ciebie hrabina, twierdząc, że kobieta jest od tego, żeby robić dobrze jaśnie panu pod każdym względem, nie dbając o zadowolenie i potrzeby własne. Pretensje do kobiet, że nie mają na to ochoty, są lekko kuriozalne. Nie wiem też, jaki związek ma z tym „życie z alimentów”, ale sprzedam Ci w sekrecie sposób, jak nie dać się wyselekcjonować i ustrzelić: wystarczy się nie rozwodzić. Wymiana żony na nowszy model naprawdę nie jest obowiązkowa. Skoro jednak koniecznie chcesz mieć pod ręką jędrniejsze cycki, bardziej płaski brzuch i mniej pomarszczone pycho, to – niestety – musisz za to płacić. Bo, widzisz, dorosły ma prawo układać sobie życie jak chce, ale ma też obowiązek ponosić konsekwencje swoich decyzji, finansowe również. Nie wspominam o tym, że alimenty sąd przyznaje dziecku, nie żonie (żonie też może, ale w Polsce dzieje się to bardzo rzadko), a w sytuacji, w której wynoszą one średnio 400 czy 500 złotych na dziecko twierdzenie, że „kobiety żyją z alimentów” brzmi jak ponury żart. Tym bardziej, że przedstawiciele Twojej płci nie poczuwają się do obowiązku zapewnienia bytu produktom ubocznym własnych wytrysków i notorycznie od płacenia alimentów się uchylają (ich ściągalność w Polsce wynosi kilkanaście procent). Można też zwyczajnie nie żenić się (małżeństwo jest obowiązkowe tylko u ortodoksyjnych Żydów), ale w takim przypadku trzeba jeszcze a) uważać, gdzie się wsadza, b) zainwestować w prezerwatywy (niezależnie od komunikatów typu: „nic nie będzie, biorę tabletki”), bo dzieciom nieślubnym też alimenty przysługują. Krótko mówiąc, wystarczy myśleć głową, a nie główką, i życie stanie się łatwiejsze.

    4. Kamilo moja droga ! nie mam siły ani argumentów i nawet nie chcę Cię przekonywać , bo z całą pewnością masz rację …w gruncie rzeczy , to każdy facet jest szowinistą , tylko jeden mniej , a drugi więcej …co do ,,główki ” zgadzam się całkowicie …chociaż gryzie mnie taka myśl ….o myśleniu ,,dupą ”ale to tak na marginesie …

    5. Laski myślące dupą ponoszą konsekwencje swojej głupoty, choćby przez to, że zostają same z dziećmi. Nie ma powodu, żeby z tychże konsekwencji zwolnić spermodawców (ojcami ich nie nazwę). Natomiast w żadnym wypadku nie można nimi obciążać dzieci, które nie są winne temu, że za rodziców mają durną cipę i bezmyślnego buhaja.

  2. Na pytanie: jak walczyć ze spadającą liczbą małżeństw, odpowiem pytaniem
    A po cholerę walczyć? Czy ilość związków małżeńskich/ oczywiście tych słusznych, katolickich/ – może być miarą dobrobytu? Zdrowia? Czegokolwiek? A może jest za dużo: kościoła w tym – teoretycznie świeckim – państwie?
    Nigdy nie pojmę, jak to jest u nich możliwe, że: uważają ślub kościelny – za sakrament, świętość, a jednocześnie: sobie samym zakazali jego dostąpienia. Wiem, że to z powodów finansowych, ale… głupszego, bardziej anty doktrynalnego zakazu już sobie nie wyobrażam:)))
    Stanisław

  3. Zaczyna mi uwierać tutaj, obecność tego buca Andrei; nie żebym od razu życzył mu kulki w łeb, ale w ryja to powinien od kogoś dostać.
    Jeśli przychodzę do kogoś w odwiedziny i natykam się na takie coś co jest tolerowane przez gospodarza, to wykreślam ten adres z mojego notesu; fakt, że pozostaje co raz to mniej miejsc bez takich zakał, ale lepiej pogadać ze swoim psem, niż z polskim, przesiąkniętym uprzedzeniami bucem. I to bez względu na poglądy np. na temat religii. Ateizm nie czyni z nikogo człowieka światłego. Przykładów na to, aż nadto.
    Powodzenia życzę wszystkim tym, którzy nie są: rasistami, patriotami i, oczywiście, religiantami.

    1. Zgredziku ! Dla mnie wszyscy ludzie są równi , więc rasistą nie jestem , patriotą też nie i jako wierzący sam sobie , mam w dupie wszystkie religie . No….ale jeżeli tobie podoba się homoseksualizm , to już nie moja sprawa , chociaż przeczytałem parę książek Mirona Białoszewskiego , czy Michała Witkowskiego , że nie wspomnę o Kałużyńskim i jego książce pisanej chyba z Raczkiem ,, Do czytania pod prysznicem ” po której ciągle się zastanawiam , kto kogo wycierał …i jak to się mówi ,, Najlepsza baba , to własna graba ” Pozdrawiam ….

  4. Zgred. Andrea.
    Realna poprawność polityczna i tolerancja wymaga od cywilizowanego człowieka tolerowania zarówno homosiów jak i homofobów. Każdy z nich wyraża własne poglądy na życie doczesne, które, póki nie są wcielane w życie przemocą i kosztem osobistych praw pozostałej części społeczeństwa, powinny być tolerowane. Homofob nie jest kimś gorszym lub lepszym od homosia i vice wersa. Każdy z nich jest człowiekiem zasługującym na takie samo traktowanie w świetle prawa. To mendialna polityczna poprawność doprowadziła do absurdu tzw. równe traktowanie mniejszości i większości, zamykając usta większości w sprawach dezaprobaty zachowań mniejszości, a umożliwiając tejże mniejszości nachalne narzucanie swoich poglądów i zachowań większości w tzw. przestrzeni publicznej. Jestem absolutnie zwolennikiem zasady: żyj i daj żyć innym.
    PS.
    Moje poglądy w sprawie homofobów i homosi są moją prywatną sprawą i nie zamierzam się nimi dzielić. Każdy, kto siłą lub presją spróbuje zmusić mnie do zmiany tych poglądów, dostanie po prostu w ryja. Amen.

  5. Andrea – ogarnij się. Co to zna czy żyć z alimentów. Nie masz chyba pojęcia co znaczy wychowanie i utrzymanie dziecka. A „solidarność jajników” to nic innego jak świadomość potrzeb narodzonych dzieci. Przeważnie odpowiedzialność i cały trud wychowania spoczywa na kobiecie. To ona musi zrezygnować z większości swoich ambicji, pragnień i marzeń. Myślenie, że kobieta zarabia na alimentach jest mylne. Mówię Ci to ja kobieta , która samotnie wychowała dziecko. Mój ex cały czas czuł się pokrzywdzony, że musi płacić, ale to ja miałam nieprzespane noce, ciągłe kombinowanie co zrobić z dzieckiem w czasie ferii i wakacji. To ja przeżywałam jego pierwsze porażki i sukcesy. To ja rezygnowałam/ przynajmniej z tych oficjalnych/ kontaktów damsko-męskich. Nie pisze tego , żeby się żalić, bo bilans mojego życia i tak wyszedł na plus. Udało mi się wychować przyzwoitego człowieka . Teraz próbuję nadrobi攂 stracony” czas. Szkoda tylko ,że sił i ochoty mam dużo mniej. A co do przerwanego małżeństwa to miałam szczęście ,że wystarczyło mi siły by to zakończyć. Mimo przeciwności losu czuję się osobą spełnioną. I powiem to każdemu,jeśli w małżeństwie czujesz się wykorzystywana, niedoceniona, samotna przerwij to. Nie ma nic gorszego jak samotność we dwoje.

twój komentarz:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s