Jak hartowała się dziennikarska stal

sdp1-141027-1000500

Podbudowany na wszelkie możliwe sposoby, śpieszę oto do Was w ten poniedziałkowy poranek, by podzielić się dobrą wiadomością. Będzie jednak krótko, bo ze wzruszenia to mi nie tyle mowę, co pisanie odjęło. Tak więc jest tak…

sdp1-141027-1000500

Oto niezależne, prawdziwe, uczciwe i czysto polskie dziennikarstwo odniosło kolejny sukces. A właściwie to nawet dwa. Po kolei jednak.

Przede wszystkim jeden z ostatnich uczciwych i niezależnych (kasa od PiS się nie liczy) Krzysztof Skowroński, ponownie został wybrany na stanowisko prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Wiwat i tusz proszę.

Żeby wszystko wyglądało elegancko i głupio żeby nie wyglądało, pan Krzysztof Skowroński miał jednego kontrkandydata, Krzysztofa Bobińskiego mianowicie. To kontrkandydat-słup, bo jak gdzieś w kuluarach przynał, zgodził się kandydować jedynie dla fasonu i zachowania pozorów demokracji. No bo sami przyznajcie, co to za demokracja gdyby głosowano na jednego tylko kandydata? To już za Stalina bywało lepiej. W każdym razie po niezbyt zaciętej, żeby nie powiedzieć nudnej walce wygrał oczywiście kandydat Krzysztof Skowroński, stosunkiem głosów 109 do 24.

Te 24 głosy, to w większości pomyłka, bo paru dziadków, sorry, seniorów dziennikarstwa, przysnęło i kompletnie nie skumali po co ten Bobiński jest. Wzięli go na poważnie, a on tylko tak dla jaj był.

Stare władze zyskały też absolutorium, za głosowało prawie 90% uprawnionych. Za Gierka głosowało zazwyczaj około 80%, więc postęp jest.

Do władz Stowarzyszenia weszli ci co wejść mieli, zwłaszcza zaś wszedł pan Truszczyński, pani Guzy (bardziej znana jako Romaszewska), a także pan Marcin Wolski i prawdziwa gruba ryba polskiego dziennikarstwa psychiatrycznego pan Wojciech Reszczyński. Czyli gratulacje! Oto pisowskie kółko różańcowe wzajemnego wylizywania sobie dupy jest w komplecie.

Niestety, z niepokojem i z niedowierzaniem wręcz odkryłem, że we władzach SDP nie znalazła swego miejsca wybitna dziennikarka Ewa Stankiewicz. To przecież autorka drugiego w tych dniach sukcesu polskiego niezależnego dziennikarstwa śledczego.

Ona jako pierwsza ustaliła przyczynę wybuchu kamienicy w Katowicach i naprowadziła nas tym samym na trop bezprecedensowych knowań ruskiego wywiadu. To był zdecydowanie rosyjski zamach, dyscyplinujacy nieposzłusznych agentów z TVN, czyli Kmiecika z rodziną. Są świadkowie na to, iż feralnego czwartku w bezpośrednim sąsiedztwie kamienicy przemieszczała się rosyjska brzoza i to z pewnością jej korzenie rozerwały nie najnowsze już rury. Istotnym jest również fakt, że gaz w tych rurach też ponoć był rosyjski, zachodzi więc podejrzenia współdziałania o charakterze spisku.

Pani Stankiewicz wyniki swego dziennikarskiego śledztwa już opublikowała, co przez prawicę zostało okrzyknięte objawieniem i prawdziwą sensacją, przykładem niezależnego i uczciwego dziennikarstwa. Ci co sądzą inaczej, to oczywiście zdrajcy. I stąd me rozczarowanie, że dla takiej dociekliwej dziennikarski, z nuta patriotyczną, nie znalazło się nawet jedno małe miejsce w tak wielkim zarządzie. No wstyd, bo zapomniano o zwykłej przyzwoitości.