Dramatyczny upadek komunizmu

koch-141123-1100550

Niesamowitą dość tezą zabłysnął kardynał Kurt Koch. To szwajcarski duchowny, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Otóż pan Koch uznał mianowicie, że upadek komunizmu w Europie 25 lat temu, wcale nie był taki pozytywny dla chrześcijaństwa.

koch-141123-1100550
Ten oto kardynał Koch, to przykład jak różne purpurowe dziwolągi, a w rzeczy samej, stare bezużyteczne pierdziele, nierzadko pamiętające Stalina, natrętnie do tego komunizmu/socjalizmu wzdychają i tak po jego stracie rozpaczają, i tak wręcz klinicznie nienawidzą tej jebanej demokracji i rozpasanej wolności!

Jego zdaniem, w wyniku upadku komunizmu (czy też socjalizmu raczej, bo z tym komunizmem niby, to nie należy przesadzać), nastąpił powrót napięć pomiędzy Rzymem a Rosją. W ogóle nie najlepiej zaczęło się układać pomiędzy kościołami wschodnimi. Ale takie ujęcie jest zawężaniem problemu.

Bo nie tylko chodzi tu o relacje pomiędzy takimi czy srakimi kościołami. Chodzi o codzienne i bardzo przyziemne relacje.

Jeśli ograniczymy się do gruntu tylko polskiego, bo najlepiej nam znanego, to okaże się, że straty wewnątrz kościoła spowodowane upadkiem komuny, są nie do odrobienia. Bo może i kościół się wzbogacił, czytaj: w świetle prawa nakradł się i zgrabił, tyle ile mógł udźwignać (i wciąż mu mało), ale jednocześnie utracił swą pozycję, powagę i etykietkę moralnej siły narodu. Za komuny kościół to było coś. Wszyscy się do niego na wyścigi garnęli, szukali pocieszenia, wsparcia i współczucia. I kościół świetnie się w tę rolę wpisał.

Dziś, im jest bogatszy i bardziej pazerny, i im więcej jest wolności, tym bardziej wszyscy mają go w dupie.

To już nie te czasy, świątyń pełnych wiernych, zastygłych w bezkrytycznym uwielbieniu. To już nie ta chojność, nie to posłuszeństwo i nie to oddanie. Nic więc dziwnego, że różne biskupie dziwolągi, a w rzeczy samej, stare bezużyteczne pierdziele, nierzadko pamiętające Stalina, tak do tego komunizmu/socjalizmu wzdychają i tak po jego stracie rozpaczają, i tak wręcz klinicznie nienawidzą tej jebanej demokracji i rozpasanej wolności!

Śnią więc po nocach za czasami, kiedy władza za mordę trzymała, w więzieniach ludzi zamykała, bezpieka w najlepsze szalała, a uciemiężony naród w kościołach się chronił, pod czujnym i współczującym okiem hierarchy tego i owego. Ale chyba to se nie vratit, panie Koch.