Czas zacząć biegać na legalu!

biegacze-141124-1100500

Dziś coś nie o polityce, choć w gruncie rzeczy w Polsce wszystko jest polityką. Rzecz w tym, że Polski Związek Lekkiej Atletyki zdaje się zwietrzył interes. Na bieganiu można bowiem dodatkowo zarobić i to on chce zarobić. I proponuje przeto wprowadzenie…  Karty Biegacza. Bez wgłębiania się w szczegóły widać ze to bezczelny skok na kasę.

biegacze-141124-1100500

Karta Biegacza ma to bowiem być taki dokument, wręcz licencja, którą będzie musiał mieć każdy biegacz amator, jeśli chciał będzie wystartować w jakichkolwiek zawodach. Nie masz Kart Biegacza, zapomnij przeto o zapisaniu się na maraton, półmaraton czy dychę a nawet piątkę. Nie będziesz miał już takiej szansy jak dotychczas.

Filozofia kombinatorów z PZLA jest prosta. Kartę Biegacza będzie mógł posiadać bezpłatnie każdy, pod warunkiem, że wykupi ubezpieczeni,e oraz przeprowadzi okresowe badania lekarskie. Tym samym każdy biegacz – także amator – jeśli będzie chciał sprawdzić swe siły w ulicznych zawodach, będzie musiał posiadać specjalną licencję. Licencja będzie obowiązywała również organizatorów biegów, niezależnie od liczby osób, które wezmą w nich udział. A to z kolei odbije się na wysokości opłat za tzw. pakiety sportowe.

Oczywistym jest, że wszystkie instytucje zamieszane w funkcjonowanie Karty Biegacza, będą się musiały z PZLA jako pomysłodawcą podzielić zyskami. I o to głównie chodzi, nie zaś o jakieś tam bezpieczeństwo biegaczy, którym związek przy okazji wyciera sobie gębę.

Sądzę zresztą, że to nie koniec dobrych pomysłów naciągaczy z PZLA.

Najprawdopodobniej od roku 2016 Kartę Biegacza, czyli licencję, będą musieli mieć wszyscy, którzy biegają, niezależnie od tego czy startują, czy też nie startują w zawodach. Oznacza to, że jak sobie wyjdziesz wieczorkiem potruchtać po osiedlu, to straż miejska może cię zatrzymać i zażądać okazania licencji, czyli sprawdzi czy biegasz na legalu. Nie masz dokumentu – mandat. Za recydywę areszt. Przy okazji sprawdzą też twoje buty, czy aby bieżnik za bardzo nie  jest wyślizgany i czy nie stwarzasz tym samym dodatkowego niebezpieczeństwa.

Ale to nie koniec. Bo z PZLA ręka w rękę chce iść ZAIKS, niesławnej raczej pamięci stowarzyszenie dbające ponoć o prawa autorskie, a tak naprawdę od lat specjalizujący się w łupieniu kogo podpadnie.

Janusz Fogler przewodniczący zarządu tego ZAIKSu, przyznaje, że trwają prace nad nowelizacją przepisów,  tak by możliwe było ściąganie opłat zaiksowskich od biegających. Ci bowiem biegając, nader często słuchają muzyki, nie płacąc za to ani grosza.

„To jest  patologia, która z niepokojem obserwujemy już od kilku lat – mówi przewodniczący Fogler –  W naszym odczuciu jest to zwyczajne okradanie artystów z należnych im pieniędzy. Bo zdecydowana większość biegających, wcale nie biega dla przyjemności, tylko przygotowuje się do startu w różnych, zazwyczaj komercyjnych zawodach, a to już oznacza czerpanie zysków. Czas chyba ukrócić to ukryte złodziejstwo.”

Ponoć nowelizacja przepisów będzie gotowa na wiosnę 2015, tak by latem można już było wyłapywać biegaczy i dowalać im opłaty licencyjne.  I gdzie to wszystko się dzieje? W Polsce się dzieje!

[*wszystkie informacje zawarte na tej stronie mogą zawierać elementy zmyślone i nie do końca prawdziwe, acz konieczne dla uatrakcyjnienia przekazu. Zalecane jest przeto czytanie ze zrozumieniem. Jeśli ten wpis ci się podobał, możesz lajknąć fanpejdż strony na Fejsbuku]