Czego nie przeczytacie w polskich gazetach

Pope Francis waves as he arrives to lead his weekly general audience at St. Peter's Square at Vatican

Wczorajsze wystąpienie papy Franka w siedzibie parlamentu europejskiego w Starsburgu, obiło się szerokim echem zwłaszcza w toaletach i prasie katolickiej. W toaletach rzygali, w prasie katolickiej piali z zachwytu. Można więc rzec, że z tego punktu widzenia wszystko było w normie.

Prawdziwa prawda jest zaś taka, że szoł papy nie zagrzał specjalnie europosłów. A to już występek noszący znamiona antychrześcijańskiej prowokacji. Bo jak papa mówi, to nie ma przecież chuja we wsie i nawet europosłowie krzyżem na glebie winni leżeć. A nie leżeli!

Oni nie dość, że nie leżeli, to jeszcze jaja sobie robili.

I tak cała europejska komuna, całkiem w parlamencie liczna, na wysłuchanie papy stawiła się w tęczowych szalikach na szyi. Ale mało im było tego, bowiem dodatkowo, gdzie tylko mogli i gdzie było trzeba albo nie trzeba, to bili brawa. Niektórzy nawet skandowali „Francesca putanesca”, wzbudzając konsternację, granicząca z obrzydzeniem u przedstawicieli katolickiego narodu polskiego.

na początek, rutynowe lizanie dupy…

Kiedy zaś papież zaczął coś mówić o rodzinie, a także o „cywilizacji śmierci i zabijaniu dzieci nienarodzonych”, gwizdy niezadowolenia dały się słyszeć w sektorze skandynawskim. Ponieważ jednak gwizdy były zagłuszane brawami na rozkaz z sektorów konserwatywnych, gwizdy szybko zamieniły się w tak zwane śmichy-chichy, zakończone owacjami na stojąco. Ale w telewizji tego nie pokazano, gazety o tym nie napisały.

Wedle wtajemniczonych, w tej sytuacji papież zrezygnował z niektórych wątków wystąpienia, by nie stwarzać dodatkowych pretekstów do drwin, kpin i niestosownych zaczepek. W każdym razie działo się… Ale jak mówię i piszę, o tym w gazetach nie przeczytacie.

Ale coś jednak przeczytacie, bo w takiej prasie katolickiej na przykład stoi:

„Wystąpienie papieża spotkało się z owacyjnym przyjęciem wśród europejskich  parlamentarzystów. Wielokrotnie było przerywane gromkimi oklaskami i owacjami na stojąco. (…) Pod koniec jego wystąpienia dało się słyszeć  gromkie „Franciszek, Franciszek..”

Czyli było pięknie i jak najbardziej dostojnie. Tymczasem w takiej Nigerii nadal rżną chrześcijan. I papieża żadnego tam nie uświadczysz, nawet ze świecą po krzakach szukając. Zresztą w Liberii też by go chętnie posłuchali, ale ni kuta. On tam nie pojedzie, bo Strasburg z dwojga złego bardziej jest bezpieczny. I taki jakiś mimo wszystko zdecydowanie bardziej cywilizowany.