Duma rośnie, dupa boli

polisharmy-141205-1100600

Wczorajszego ranka zakończyła się polska misja w Afganistanie. Wojskowi ściągnęli flagę, upchnęli ją do walizki i dali dyla do domu. Siedzieliśmy tam siedem długich lat i poza 43 poległymi i ponad 6 miliardami złotych wyrzuconymi  w błoto (a w zasadzie w piach), nie mamy z tego kompletnie nic.

icon-kreska

Bo niechaj ktoś mi powie i przedstawi racjonalne argumenty, jakie to wiekopomne i istotne korzyści odnieśliśmy, biorąc udział w żenującej w sumie awanturze w Afganistanie.  Czy nasz kraj się wzbogacił, czy odzyskaliśmy zdradliwie zagrabione nam terytoria, czy liczna jak mniemam a nawet przeważająca afgańska polonia, czuje się teraz lepiej i bezpieczniej, czy miliardowe kontrakty sypią się z rękawa i nas zalewają, czy może tylko krew nas zalewa?

Jako obywatel Rzeczpospolitej nie czuję się lepiej, nie czuję się bogatszy,  nie czuję się też dumny,  w ogóle nic nie czuję poza dojmującą chęcią popukania się w głowę.

A może chodziło o to tylko, by tych Afgańców nauczyć demokracji i zaszczepić w nich chrześcijańskie ideały? Bo pamiętajmy, że chrześcijaństwo to jedyna prawdziwa religia na tym świecie, a polska armia polskiego i ortodoksyjnie katolickiego kraju, gęsto dość nasycona kapelanem, z zasady ma obowiązek szerzenia wiary chrześcijańskiej gdziekolwiek tylko jej noga stanie. Niestety, jakoś i na tym misyjnym polu nie znajduję wzruszających i budujących przykładów. Blada dupa jednym słowem.

W takiej oficjalnej laurce ku chwale i czci czytam sobie, że w misji wzięło udział 28 tys. żołnierzy i pracowników wojska. Wszyscy przeszli chrzest bojowy, zostali przeszkoleni i zdobyli doświadczenie. Teraz już bez przeszkód i stresu i bez wstydu oczywiście, będą mogli brać udział w okupacji innych krajów, wystawionych do odstrzelenia przez niezawodnego i wiernego sojusznika, czyli Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.

Może jak przekroczony zostanie pewien zaplanowany pułap ofiar (bo co to jest 48 trupów i ponad 300 rannych), to w nagrodę wreszcie przyznają nam te upragnione wizy. A może nie przyznają?

Rajcuje mnie też niezwykle, że do łaknącego demokracji państwa Afganistan, wysłaliśmy 128 rosomaków (to takie blaszane samochodziki dla ekstremalsów), 88 samochodów MRAP (odpornych na miny, choć nie na wszystkie, zwłaszcza te afgańskie), sześć śmigłowców atakujących Mi-24 (połowę straciliśmy), i trochę innego nowoczesnego żelastwa, złośliwie niszczonego przez niewdzięcznych lokalsów.

Tak to było jednym słowem. I się skończyło. Duma rośnie ale dupa boli.