Kto Kiszczakowi może skoczyć i dlaczego

Czesław Kiszczak

Kiszczak nie jest bohaterem z mojej bajki. Acz dla jasności daleko mi do tego, by zdjąć fuzję ze ściany i ganiać go aż do skutku po okolicznym parku. Innymi słowy Kiszczak ani mnie grzeje ani mnie parzy, acz jest oczywiście pewne ale.

Bo jak tak głębiej się dzisiaj zastanawiam nad problemem pod tytułem Kiszczak, to tym więcej mam dla niego litości, wynikajacej z całej masy watpliwości. Dzisiaj też obdarzam być może Kiszczaka, szczególnym rodzajem sympatii, bo jak widzę tych gorliwców którzy zmuszają 90-letniego starca do bezsensownej podróży aż do Gdańska, to mi się w kieszeni nóż otwiera. Za tym nie stoi żadna logika, żaden szczególny społeczny interes, poza zwykłym rewanżyzmem. I chęcia pokazaniem, kto tu kurwa rządzi.

kiszczak-141210-600Bo czyż tych 11 niby zajebiście wybitnych biegłych, nie mogłoby generała zbadać w Warszawie? Nie ma tu odpowiedniego szpitala i apratury? Trzeba robić taką demonstrację i staruszka ciagać przez pół Polski, być może z nadzieją że w drodze zdechnie, i wtedy stanie się ta dziejowa sprawiedliwość? No, nie trzeba było. Jedyne co trzeba, to mieć prokuratora który nie jest skończonym idiotą. A ten bez wątpienia jest! Oczywiście Kiszczak zrobił w życiu parę złych rzeczy (a któż nie zrobił), ale ma też parę istotnych zasług.

Po pierwsze doprowadził do powstania okrągłego stołu, wykazując się przy tym wyjątkową determinacją i zrecznie unikając rzucanych pod nogi kłód zarówno przez Moskwę jak i swoich własnych kolegów.

Wiem co mówię i o czym piszę, bo miałem wtedy już dobre trzydzieści parę lat, całkiem spore doświadczenie życiowe i na swój sposób aktywnie uczestniczyłem w owych wydarzeniach. Tym się zresztą różnię od dzisiejszych wybitnych znawców tego okresu, którzy w najlepszym wypadku chodzili wówczas do przedszkola. Pomijam taki drobny szczegół, że dla większości z nich okragły stół to nie zwycięstwo, to klęska i zdrada.

Po drugie olbrzymią załugą Kiszczaka jest to mianowicie, że mając wszelkie możliwe narzędzia w ręku, łącznie z potężnym jeszcze aparatem represji, nie zakwestionaował wyniku wyborów w czerwcu 1989 roku. A mógł! Mógł powiedzieć że to skandal i że Solidarność sfałszowała wybory. I że to wszystko się nie liczy! Nie powiedział jednak tego, w odróżnienu do niektórych dzisiejszych polityków. I tym się zresztą zasadniczo od nich różni. Bo powiedzmy szczerze, Kiszczak mimo że miał wszystko, to nie chciał, a Kaczyński mimo że chce, to nie ma nic. To jest ta zasadnicza róznica.

I z tych dwóch chociażby powodów nie mam Kiszczakowi szczególnie za złe, że się miga i lawiruje. Zresztą sam gdybym miał przed sobą te tępe dość gęby tępych z natury rewanżystów, też bym się migał i lawirował. Poza tym oni doskonale wiedzą, że tak na prawdę to mogą mu naskoczyć i pewnie żaden sąd go nie skaże (z racji kruchości dowodów), więc za wszelką cenę starają mu się teraz obrzydzić życie, maksymalnie je utrudnić, sponiewierać i poniżyć. Dla czystej satysfakcji. Prawda panie prokuratorze?!