Katechizm starego Wolaka

czarnecki-141229-1100550

Szok przeżył Ryszard Czarnecki. Zwierzył się z tego gadzinówce Niezależna.pl. W czym rzecz? Ano w tym, że pan poseł postanowić zabrać się za patriotyczne wychowanie swojego 4,5 letniego syna. Niestety, nie wszystko poszło zgodnie z planem.

icon-kreska

Plan zaś był taki, żeby tego młodego Czarneckiego nauczyć „Katechizmu polskiego dziecka” Władysława Bełzy. No i się zaczęło.

Oto szanowny pan poseł Czarnecki zadał ledwie pierwsze pytanie z Katechizmu i natychmiast zdębiał. Bo na owe pytanie „Kto ty jesteś?”, ów syn Staś rezolutnie odpowiedział:  „Kurdupel“. Ze strachu o ewentualną odpowiedź zestresowany ojciec o nic więcej już nie pytał. Przeto nie dowiedział się „Jaki znak twój”, ani „Czym ta ziemia”, ani nawet „Czym zdobyta”.

Natomiast kiedy szok nieco minął, zaczął się Czarnecki zastanawiać nad przyczynami takiego obrotu sprawy. A sprawa jest naprawdę poważna.

Pamiętajcie bowiem, że niewinne dla was słowo „kurdupel”, w środowisku pisowskim i okołopisowskim, jest słowem zakazanym, a za jego używanie, nawet bezwiedne, grozi banicja i wykluczenie z zakonu. Gdyby się więc towarzysze Czarneckiego dowiedzieli co jego syn mówi i jak brzydkich i wulgarnie obraźliwych słów używa, to Rychu miałby autentycznie przejebane.

W zaciszu domowym Czarneckich trwa więc intensywne śledztwo, skąd kilkuletni szkrab, który przed chwila dopiero przestał srać w pieluchy, zna tak strasznie niecenzuralne słowo.

Wedle wszędobylskich rudych wiewiórek, na razie podejrzenia kierują się w stronę szanownego teścia Rycha, kosmonauty Hermaszewskiego. Stary komuch, przyjaciel Jaruzela, ruski kosmonauta i kumpel innych ruskich kosmonautów, chłodny raczej fan szefa swojego zięcia. Wszystko logicznie się układa, ale jeszcze nic nie jest przesądzone.