Kandydat Duda i spuścizna PRLu

duda-141231-1100550

Nie jest źle, a dlatego nie jest źle, że przyroda ponoć nie znosi pustki. Czyli nie ma obawy tym samym, że nagle znikną wszyscy idioci, nawiedzeni i nawróceni. Nie znikną też naiwniacy i brązowe dyżurne noski. Innymi słowy zawsze jest miejsce dla postaci takich jak Duda Andrzej. duda-spiacy-141231-1100550 To, że ów Duda kandyduje na urząd prezydenta Polskiej Rzeczpospolitej Papieskiej, to wszyscy doskonale już wiemy. To znaczy nie tyle on kandyduje, co kazali mu kandydować.

W sumie to generalnie nieważny szczegół, bo takich z dupy wziętych kandydatów za moment będzie na pęczki i nikt na nich w związku z tym nie będzie zwracał na nich uwagi. Bo plankton się nie liczy, plankton jako taki nie jest po prostu ciekawy. Ale póki co Duda robi za małpę i dyżurnego dziwoląga z którego można drzeć łacha.

Pisze o nim tylko dlatego, że moją uwagę zwróciła ostatnio taka oto dudowa deklaracja:

„Wierzę, że nadszedł czas na nową prezydenturę. Prezydenturę nieuwikłaną, wolną od różnych obciążeń narosłych w trudnych latach PRL i w okresie przemian ustrojowych”

I z tych kilku słów wróżę, że Duda Andrzej szybko skończy swą około prezydencką karierę. Kto mu te teksty pisze i czy ktoś z najwyższego kierownictwa te teksty zatwierdza?

Bo śmiem twierdzić, że passus  z „peerelowskimi obciążeniami”, to zawoalowany i być może nawet świadomy atak na Jaśnie Pana Prezesa. A przecież Prezes uwikłany jest w PRL po uszy, począwszy od podstawówki, skończywszy na studiach (wszystko o komunistycznym sznycie), poprzez wysługiwanie się mniej lub bardziej jawnie takim różnym o których lepiej zamilczmy. Pamiętajmy też, że w latach 71-76 był – uwaga – pracownikiem naukowym  w Instytucie e Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego, a potem robił za  adiunkta na Uniwerku Warszawskim, czyli zawodowo rzec można zajmował się prostowaniem pokrzywionych ideologicznie, moralnie i mentalnie studenckich kręgosłupów.

Duda mówiąc więc o odcinaniu peerelowskich korzeni, mówi o odcięciu wreszcie od koryta mocno obciążonego PRL-em Prezesa. Zamierzone samobójstwo czy tragiczna śmierć polityczna przez nieuwagę?

Poza tym szczerze mówiąc i Dudy słuchając i patrząc na lico jego, również na myśl przychodzi PRL i to ten w najgorszym, przaśnym wydaniu, którego Duda wydaje się być emanacją.  Zresztą jaki tam z niego kandydat nieuwikłany w PRL? Uwikłany, uwikłany…

Bo po pierwsze kończył komunistyczne liceum ogólnokształcące (w wcześniej z urzędu czerwoną podstawówkę), a także należał do harcerstwa, w tym całkiem długo do czerwonego jak cegła ZHP, na koniec dla poprawienia życiorysu przeskakując do ZHR. Harcerstwa notabene też na swój sposób czerwonego, bo podobnie jak Duda, w pewnym momencie zaczęli do ZHRu przeskakiwać różne takie z ZHP, by też nieco naprawić sobie życiorys.

Reasumując więc, nie dajcie sie nabić w butelkę przez jeszcze kandydata Dudę. On tak samo uwikłany w PRL jak jego mocodawcy, których zresztą posłusznie by reprezentował i działał w ich interesie,  gdyby tym prezydentem miał szanse zostać. Ale nie zostanie.