Kościelny urząd podatkowy

koleda-150107-1100550

Mamy pełnię kościelnego sezonu rozrywkowego. Jego istotnym elementem (poza wczorajszym balem przebierańców), jest tak zwane łażenie po kolędzie. Polega ono w skrócie na tym, że pan ksiądz próbuje wprosić się do waszego domu by dokładnie go zlustrować, a następnie za te usługę pobrać odpowiednią kasę.

icon-kreska

Nie obejdzie się też bez indoktrynacji i prostackiego pouczania. No, ale wpuszczając go do chałupy sami się na te nieprzyjemności wystawiacie i musicie być świadomi konsekwencji jakie z tym się wiążą.

Przede wszystkim wspomniana kasa…

To nie jest tak moi drodzy, że do domu przyjdzie wam miły pan, zazwyczaj w asyście jakiś  miejscowych żulików, a wy go szybko spławicie jakimś marnym datkiem rzędu dziesięciu złotych. Ni chuja!  Dychę to sobie możecie rzucić bezdomnemu przed supermarketem.

Kościół  i wiara wymagają konkretnych poświęceń i praktycznie wszyscy księża od dawna już o tym przypominają.

Wymagają, a wręcz żądają, by wierni  „zarezerwowali  w budżecie domowym” odpowiednie środki. W wielu polskich parafiach dokument-instrukcję stanowiący podstawę określonego zobowiązania na rzecz Kościoła, otrzymuje się już na długo przed wizytą księdza kolędnika. I nie waż się wyłożyć na stół mniej niż 200 złotych, bo w innym wypadku narażasz się na opierdol i nawet wymienienie cię z ambony jako wyjątkowego chuja, sknerę i bezbożnika.

W instrukcji jest też napisane jak przygotować się do tego wielkiego wydarzenia jakim jest wizyta klechy. Stół powinien być nakryty białym obrusem  a na nim ma być krzyż, święcona woda, oraz biblia.

Gdybyś drogi idioto wpadł na pomysł „ugoszczenia” księdza, to pamiętaj, że  i tu panują określone zasady. Śniadanie winno być „postawione” na stole najwcześniej o godz. 8:00, z kolei w przypadku chęci podania  obiadu „niech o tym wie cała wioska, aby trafniej przewidywać przybycie kapłana”.

Pamiętaj również kretynie, że z panem księdzem nie masz prawa rozmawiać na pewne nie wygodne dla nie go tematy. Nie pytajcie go zwłaszcza czy bóg istnieje i skąd się wziął, bo on tego nie wie, a gdyby nawet wiedział to i tak prawdy wam nie powie.

Przypominam również,  iż obowiązek (zaszczytny) dostarczenia pana księdza na miejsce, spoczywa na sołtysie. W miastach tak dobrze jeszcze nie ma, ale wielu miastowych księży już się domaga, by gmina wzięły na siebie obowiązek transportu księdza podczas wykonywania posług duszpasterskich w domach obywateli i płatników gminnych podatków. Bo przecież po to między innymi płacą te podatki, żeby ksiądz nie musiał własnym autem zapierdalać, albo nie daj boże na piechotę dymać.

Jest to zresztą problem na tyle poważny, że w najbliższym czasie obiecał się nim zająć Episkopat. Biskupi będą przeto sugerować rządowi (do słowa sugerować proszę się nie nadto nie przyzwyczajać), by obowiązek transportu duszpasterzy został wpisany na stałe do gminnych zobowiązań począwszy od roku 2016. Wedle zapewnień Gądeckiego, „rząd nie mówi nie, a klimat dotyczący tej konkretnej sprawy wygląda na przychylny”.  

Pamiętajcie: kościelny urząd podatkowy szczególnie uaktywnia się w styczniu, państwowy urząd podatkowy szczególnie w kwietniu.