Krecia robota

krety-150115-1100550

Nie często zapuszczamy się w te rejony, a bazując raczej na najniższych instynktach i w związku z tym sięgając po najbardziej prymitywnych polityków, omijamy siłą rzeczy środowiska artystyczno hedonistyczno kawiarnianej bohemy. A to zazwyczaj celebryci pełną gębą, żeby nie powiedzieć że z tłustą gębą i chudą dupą (lub odwrotnie). 

icon-kreska

Odwalamy przeto pracę domową, donosząc wam jaką to krecią robotę odwala Kret.

Prowincjonalne niewydymki, stare panny i zazdrosne emerytki informuję was, iż chodzi o Jarosława Kreta, prawdopodobnie jedynego w tej chwili użytkownika nawet niezłego w sumie tyłka pani Beaty Tadli.

Jakaż to była wielka miłość! Pamiętacie? Bo ja pamiętam. Nie było tabloidu, który by się nie onanizował obowiązkową fotka „najbardziej szczerze zakochanej“ i „najbardziej uroczej“ pary polskich mediów. No i co? No i chuj! Precyzyjniej mówiąc chodzi o chuja pana Kreta.

A chuj pana Kreta to nie byle kto, to chuj nad chuje, gość, fachura i zawodowiec, nie jeden odwiert robił, nie takie kanały penetrował. Sęk w tym więc oto, że Jarek uroczą pannę (sorry, wtedy jeszcze mężatkę. Nasze kondolencje Radku) Beatkę wprawnie wyrwał, zabrał tu i ówdzie, pochwalił się tym i owym, pobajerował, popieścił, podymał wzdłuż, wszerz i w poprzek i… się znudził.

Zamiast więc hucznego ślubu, który miał być tuż, tuż, zrobił się kryzys gigant jak nie przymierzając w banku braci Lehman. Kret odwala więc krecią robotę. Narzeczoną (nałożnicę, przyjaciółkę, konkubinę?) zostawia w domu, a sam idzie w tango z kumplami, jak drzewiej, czyli zawsze bywało. Tak puścił w trąbę dwie poprzednie narzeczone, też ponoć największe i jedyne miłości swego życia, przynajmniej do czasu. Jak ktoś nie wierzy niechaj zapyta jak było panie Młynarską (Agatę) i Kosturkiewicz (Małgosię). Tak jak wtedy totalnie znudził się nimi, tak teraz znudził się Beatą, co zresztą otwarcie przyznają ich wspólni znajomi.

Tę zaś Beatę, jeśli pominąć ekran telewizora, nie widuje się już prawie nigdzie, a jeśli już, to w towarzystwie najprzystojniejszej i najsłodszej mężczyzny Warszawy i Mazowsza, czyli Adriana Furgalskiego.

Tyle, że Kret ma drobny orzeszek do zgryzienia.

Bo o ile Młynarska czy ta druga, mogły mu naskoczyć, to Tadla wydaje się innym kalibrem artylerii. Przede wszystkim jest pierwszą gwiazdą sztandarowego programu telewizji publicznej, czyli Wiadomości. Publiczna nie po to płaci jej 50 tysięcy z hakiem miesięcznie, by gwiazda była zestresowana. Jak powie przeto szefom, że praca w jednym programie z byłym kochankiem jest dla niej stresująca i niekomfortowa, to jak myślicie, co zrobią te władze?

Beata więc bezwzględnie naciśnie tu i ówdzie, lub tu i ówdzie da co dać może, i Kret w ramach zemsty wyleci z telewizji na kreci czyli zbity ryj i nikt nawet palcem nie kiwnie by go obronić. Bo Tadla to Tadla, a Kret to tylko Kret i filutny pogodynek.

Więc sytuacja jest taka, że ten Kret może i znudzony jest (ostatecznie ile można z ta samą), ale i przestraszony, no bo jak przegnie, to wkurw Beaty sięgnie zenitu, a lot z wyżyn na niziny, będzie co prawda krótki, ale zajebiście nieprzyjemny. Co nie zmienia postaci rzeczy, że i tak już pewnie następnie po cichu sobie rżnie. Jak to Kret.

krety-150115-1100550