Słodka idiotka i kliniczny idiota

sulik-150123-1100550

Nie mam żadnych powodów bronić pani Iwony Sulik. Po pierwsze dlatego,  że nie ma co bronić, a po drugie i najistotniejsze, że nie lubię nachalnie zbotoksowanych kobiet. Bo one nie tylko źle wyglądają, one  przede wszystkim nie wzbudzają zaufania. Jeśli coś w ogóle wzbudzają, to zażenowanie.

sulik-150123-800

W ogóle bym o niej nie wspominał, gdyby nie pewien szczegół pod tytułem „oświadczenie” i gdyby nie pewien szczegół z tego szczegółu. Pisze pani Sulik w owym oświadczeniu wydanym wczoraj wieczorem:

„Nigdy nie otrzymałam propozycji współpracy od posła Wiplera. Z posłem Wiplerem spotkałam się, ponieważ radził się mnie, tak jak wielu innych posłów czy dziennikarzy, jak oceniam jego politykę medialną i wizerunkową. W sposób czysto koleżeński wypowiedziałam swoją prywatną opinię. Nie zawierałam na to żadnej umowy i nie otrzymałam za to żadnego wynagrodzenia”

Innymi słowy wyglądało to mniej więcej tak.

Poseł Wipler spotyka na sejmowym korytarzu Sulik. I zagaja:

– Cześć Iwonka fajnie ze cię widzę. Słuchaj, jak ty oceniasz to co robię, jak wyglądam i jak mówię, bo mam wątpliwości i nie wiem co robić?

– Przemek chłopie, powiem szczerze: jest chujowo. Wyglądasz jak ostatnia cipa, jąkasz się gorzej od Michniaka. Do tego chiński garnitur, buty z bazaru… Stary tak się nie da. Musisz nad sobą popracować. Przede wszystkim musisz przestać chlać. Ciągłe polegiwania w rynsztoku i z głową na krawężniku z pewnością ci nie pomaga. No, na razie, bo nie mam czasu.

Plus minus tak wyglądała owe szkolenie lub jak kto woli konsultacja.

Zrobiła się jednak sprawa

Z jakiś sobie tylko znanych powodów, miłośnik drzemki na asfalcie Wipler, zrobił z tego aferę, której de facto nie było, bo przecież nie ma powodu (na razie), by nie wierzyć pani Sulik.

Wipler okazał się więc chamem i prostakiem (dżentelmen,  to słowo którego on nie zna, i więc nie będzie tu używane),  co z kolei jest faktem dość oczywistym i znanym nam od dawna. Historia z Iwoną Sulik tylko nam o tym przypomniała.

Natomiast dla pani Iwony nauka z tego płynie taka (być może zbyt późna), że trzeba wiedzieć z kim się człowiek koleguje i w ogóle zadaje i z kim gawędzi na korytarzach. Jak pani Iwona zgłosi się do mnie, to ją na pewno przeszkolę w tym choćby,  jak opędzać się od niechcianych znajomych i z kim za żadne skarby się nie spotykać. Mam gotową listę, udostępnię.