Nergal ich wkurwia. Planowo i z rozmysłem

nergal-150123-1100550

Sposób w jaki Nergal wyprowadza katoland z równowagi naprawdę budzi podziw a może nawet szacunek. Trzymam nie od dziś za niego kciuki, bo inteligentni bluźniercy i heretycy, to w ojczyźnie Wojtyły towar wysoce deficytowy.

icon-kreska

Artysta który zniszczył nieco pogłowie Biblii w Polsce, tym razem oświadczył że chce… adoptować dziecko z Afryki. W katolandzie zawrzało! Niedowiarków spieszę jednak uspokoić: chodzi jedynie o adopcję wirtualną a nie rzeczywistą.

Coś na plus.

Całość zasadza się na pomyśle pewnej tvnowskiej pogodynki (taka pani co kłamie i kręci w sprawach pogody permanentnie), która założyła fundację, by zbierać kasę na afrykańskie dzieci. Chodzi o zapewnienie im edukacji. Jednym z takich opiekunów, czytaj sposnorów, miałby być właśnie Nergal. No i się zaczęło.

No bo jak to, Nergal postać wroga kościołowi, wroga jego nauce, wroga rodzinie i prawu naturalnemu ma być nagle ojcem jakiegoś dzieciaka? I to na dodatek czarnego? A mało to naszych białych, biednych i piastowskich dzieci?

A jeśli już pomijać to, czy dziecko jest negatywowe czy pozytywowe, to czy takiemu bluźniercy, powiernikowi szatana i belzebubowi w ludziej skórze można powierzać jakiejkolwiek opiece jakiekolwiek dziecko?

Zgroza – zgodnym chórem zakrzyknęły katolibowe autorytety. I tak naprawdę o to właśnie chodzi. Dziecko z Afryki dzieckiem z Afryki, ale piana w pyskach elit katolandu jest po wielokroć cenniejsza niż cała Afryka razem wzięta. Tak, Nergal ich wkurwia, planowo i z rozmysłem!

Coś na minus.

Z drugiej strony na to patrząc, kazałby się jednak Nergalowi nieco zastanowić i sprawę raz jeszcze przemyśleć. Bo cel co prawda jest szczytny, ale efekt nieznany i być może wysoce ryzykowny.

No bo przecież tak może się zdarzyć, że z tego biednego dziś murzyniątka, przytulonego wirtualnie przez Nergala, za parę lat wyrośnie całkiem spory i teoretycznie wyedukowany murzyn (poprawnie powinienem chyba mówić Afroafrykanin, bo słowo „murzyn” go pewnie stygmatyzuje). I ten murzyn będąc nie koniecznie chrześcijańskiej wiary, wejdzie na drogę dżihadu, przyjedzie do kraju swego dobroczyńcy o którym może nie mieć pojęcia i wypierdoli nam w powietrze Pałac Kultury, lub o zgrozo może nawet gotową już mam nadzieję świątynie tej opatrzności bożej.

I do kogo wówczas będę miał pretensje?

Do tego wyedukowanego murzynka, który się zdematerializował wraz ze swoim plecakiem, czy może jednak do Nergala? Każda sprawa jak widać, niczym moneta, ma dwie strony: awers i rewers.

Nie wiem jak wy, ale ja na przykład do Pałacu Kultury jestem mocno przywiązany. Gdyby co głosuję więc za świątynią.