Bóg polski, kasa ruska. Co za pech!

Niestety, tak już jest czasem ze sportowcami, że jak dobry w nogach, to zazwyczaj cienki we łbie. Acz uczciwie przyznać trzeba, że jest też całkiem spora armia tych sportowców, którzy ciency są zarówno w nogach jak i w głowie. I to nieodwołalnie i nienaprawialnie. Niestety do rzadkości należą ci u których nogi wraz z głową pracują na jakim takim poziomie. Ale do rzeczy.

icon-kreska

Nasz dzisiejszy problem nazywa się Rafał Majka.

Problem może nie jest duży, bo co to za problem co waży ledwo z pięćdziesiąt kilo i z łatwością przechodzi pod ramą co większego roweru. Nie mniej przypadek to smutny, bo przecież kolarz z tego Majki jest pierwszorzędny, i szkoda nieco, że w głowie nie zawsze wszystko działa jak trzeba. Z czego to wnoszę? Ano z oświadczenia samego zawodnika, złozonego konkurencyjnemu tabloidowi.

„Gdy tylko będą miał trochę wolnego, to na kolanach pójdę do Częstochowy, by podziękować za to, że Bóg zesłał mi tak cierpliwą i wyrozumiałą żonę”. 

W sumie nic zaskakującego i odkrywczego, bo dowodów na to, że ów bóg Majce we łbie mąci byliśmy świadomi od dłuższego czasu. A wspominam o tym tylko dlatego, że zwyczajnie szkoda człowieka.

Poza tym boję się, że jak na tych kolanach zacznie do Częstochowy się czołgać,  to w istotny sposób może się to odbić na jego kolarskich osiągnięciach. Uszkodzone bowiem i zdarte kolana, to dla kolarza zawodowego niezbyt komfortowa sytuacja. Poza tym tracąc czas na bezsensowne modlitwy, mniej czasu poświęci na trening, a mając szanse stać sie kolarzem światowego formatu, treningowi powinien poświęcać się zdecydowani bardziej niż panu bogu.

Oczywiście tego typu oświadczeniami Majki zachwycone są wszelkie katolibskie publikatory i manipulatory. Co za sportowiec! Co za Polak! Co za katolik przykładny! Cymes i miodzio! Ale przecież jest coś, co nie bardzo pasuje do świętego tego obrazka.

Ano to mianowicie, że kolega Rafał jeździ za ruskie pieniądze.

tinkoff-400
pan Tinkov, piszący się też jako Tinkoff, to ruski oligarcha

Bo pan Tinkov, piszący się też jako Tinkoff, to ruski oligarcha, dobrze znający się a nawet przyjaźniący z Putinem, chociaż czasami bywało u nich pod wiatr i pod górę. Czasy mamy takie, wzniosle patriotyczne rzec mozna, że brać  w tych czasach ruskie pieniądze, zwłaszcza dla polskiej i narodowej jak najbardziej prawicy, to nie tylko nic dobrego, to nie tylko wstyd, ale wręcz zdrada! Więc dlaczego – pytam – te narodowo słuszne media ten fakt zgodnie przemilczają? Czy ktoś to rozumie i jest mi w stanie logicznie wytłumaczyć?

Idę też o zakład, że gdyby tym supersportowcem był ktoś, kto do pana boga czuje daleko idący dystans delikatnie mówiąc, to już byłby niechybnie tym zdrajcą okrzyknięty, a jego rodzina była by zlustrowana do trzeciego pokolenia wstecz. Byłby łże-sportowcem, sprzedawczykiem, marnym karierowiczem, upadłym antybohaterem z którego młodzież z pewnością nie powinna brać przykładu.

Dziwne są drogi po których chadza ta nasza narodowo-katolicka duma.