Z drugiej strony Auschwitz

auschwitz-150130-1100550

Dziś też będzie historyczno-histerycznie.  Spróbuję spojrzeć z dystansu – bo przecież ze dwa albo trzy  dni już minęły – na to co wydarzyło się w tzw. Auschwitz. Wydarzyło się to mianowicie, że czczono tam 70tą rocznice wyzwolenia obozu, choć nie bardzo wiadomo przez kogo. Spory trwają, na wynik trzeba będzie poczekać.

icon-kreska

Jak to z rocznicami bywa, każdy ją czcił jak chciał i jak potrafił. Nie mam zamiaru recenzować oficjalnych uroczystości i tzw. „obchodów”, tym bardziej, że wszelkie obchody kojarzą mi się bardziej z obchodzeniem problemu niż jego rozwiązywaniem.

Problem z Auschwitz jest taki, że nawet jak coś tu jest nie tak z tymi obchodami, to z oczywistych racji (bezmiar zbrodni) trzeba zachować dystans i zapanować nad emocjami. Lepiej milczeć, niż strzępić język. Ale nie byłbym sobą, gdybym gdzieś chociaż jakiejś małej dziurki nie znalazł.

Wyjaśniam o co chodzi

Bardzo mnie zastanowiło to mianowicie, że dla znaczącej części tzw. mediów prawicowych (w pełni wolnych i niezależnych pamiętajmy), obchody rocznicy wyzwolenia obozu wiązały się tylko z jednym faktem: nie zaproszono rodziny rotmistrza Pileckiego. Wszystko inne nie miało już znaczenia.

I gdyby nie ta wpadka z Pileckim, to pewnie w ogóle by o obchodach nie wspomniano. Bo i po co? Był tam przecież Komorowski i przemawiał, a tu już wystarcza, żeby taka imprezę zbojkotować i uznać za nieważną.

To łże-impreza i łże-patriotyzm, po to tylko zrobiona, by raz jeszcze raz wejść Żydom w dupę (pamiętajmy, że paski na więźniarskich drelichach są błękitne, tak jak błękitna jest gwiazda na izraelskiej fladze. Mówi wam to coś?).

Jak się czyta teraz te żale wylewające się z prawicowych manipulatorów i gadzinówek, to ma się dojmujące wrażenie,  że cały ten Auschwitz wymyślono i zbudowano tylko po to, by zamknąć w nim Pileckiego.  Reszta, te parę milionów ludzi którzy przewinęli się obok,  było tylko po to, by stworzyć odpowiedni nastrój, być tłem i dekoracją dla bohatera.

Jasno jednak podkreślam

Nie mam nic przeciwko Pileckiemu, acz podziwiam jego naiwny romantyzm.

Mam za to sporo przeciwko przeróżnym szczujniom, tworzącym mity. Szczęście (lub nieszczęście raczej per saldo) Pileckiego polegało bowiem na tym, że został zamordowany przez bezpiekę, dopuszczając się wcześniej heroiczno-romantyczno-samobójczej misji w Auschwitz. Gdyby nie to, nikt by o nim nie pamiętał, tak jak nie pamięta się w zasadzie o pojedynczych ludzkich losach, wplątanych dramatycznie i tragicznie w historię tego obozu.

Afera (słuszna) z niezaproszeniem rodziny Pileckiego, była poza tym prawicy bardzo na rękę.

To był wręcz dla niej prezent, o który nawet nie śmieli się modlić. Nadarzyła się bowiem niepowtarzalna okazja, by znów dopierdolić władzy, prezydentowi, PO i oczywiście dla zasady Żydom, bo oni wszystkiemu są winni, nawet jak są niewinni.

Więc prawicowi publicyści piszą z satysfakcją o „skandalu”, zacierając jednocześnie ręce z zadowolenia, że dobrze się stało, że tych Pileckich nie zaproszono. No bo gdyby zaproszono, to o czym i jak mielibyśmy pisać? To dopiero byłby problem.