Krótka i nerwowa rozprawa o dyskryminacji

obraza uczuć-150205-1100550

Czy można obrazić uczucia próbując ucałować ziemię? No, oczywiście że nie można, choć nie brakuje takich, którzy mają odmienne na ten temat zdanie. Na szczęście uczuciowo odporny okazał się Sąd Okręgowy w Poznaniu, czym z pewnością zasłużył sobie na nasz szacunek. Nie uwzględnił zażalenia i utrzymał wyrok w mocy. Marek Siwiec jest niewinny! Nie obraził papieża, ani nawet uczuć nie obraził. Jest czysty jak łaza. To decyzja ostateczna.

Dwie uwagi tytułem przypomnienia.

Po pierwsze, pisząc o uczuciach mam na myśli jedyne możliwe uczucia, które mogą być obrażone. Oczywiście te religijne, cokolwiek to znaczy.

Po drugie, cała sprawa dotyczyła zgoła kuriozalnej sytuacji z roku – uwaga – 1997! Wtedy to ów Siwiec, będący szefem biura bezpieczeństwa narodowego, po wyjściu z helikoptera w Ostrzeszowie, uczynił znak krzyża i ucałował ziemię, ośmieszając ponoć tym samym szanownego dziś świętego, choć wtedy jeszcze jako tako dychającego Jana Pawła II.

Do takiego wniosku doszedł w sumie tylko jeden nawiedzony popierdoleniec wabiący się Jerzy Pietrowicz. I przez prawie 20 lat (!) ciągał po sądach bogu ducha winnego Siwca, za wydumane przewinienie dotyczące wydumanych uczuć. Rozumiecie to: dwadzieścia lat pieniaczenia za nasze podatników pieniądze, bo jak rozumiem pan Pietrowicz, raczej nie zapłaci za to pieniactwo.

A co na to bigot? 

Bigot na to jak na lato, czyli po swojemu:

„Polska nie jest krajem demokratycznym, Polska jest dla ludzi wierzących krajem dyskryminującym. Przykro mi, z ubolewaniem przyjmuję decyzję sądu“

Sądzę, że nie popełnię nadużycia wyrażając w imieniu tutejszych stałych Bywalców opinię taką mianowicie, że w głębokiej bardzo dupie mamy ubolewanie pana Pietrowicza. Gość żyje w jakimś wyjątkowym skansenie pewnie, odcięty od świata i zwolniony z myślenia, sądzę że w nieuleczalny sposób opętany.

Prawda jest – że tak powiem – odwrotnie proporcjonalna

papa-robak-300Polska to kraj coraz bardziej pojebany, skrajnie nieprzyjazny dla ateistów. Wszędzie smętnie zwisają smętne krzyże, psując krajobraz, powietrze i dobre samopoczucie.

Za chwilę zawisną w publicznych toaletach, a w zasadzie to dziwię się bardzo, że jeszcze nie wiszą pospołu z portretem nieboszczyka Wojtyły. To poważne niedopatrzenie, bo srać i szczać też powinno się po katolicku (no bo skoro dobry i litościwy bóg pozwolił postawić kloca, to za tę łaskę trzeba mu podziękować)!

Kościołów już jest więcej od szkół, zwłaszcza, że szkół coraz więcej się zamyka a kościoły coraz hojniej się z finansuje z państwowej kasy (vide świątynia obrzydliwości… sorry… opatrzności bożej).

Kler jest wszędzie, zawsze, o każdej porze dnia i nocy. Wciska się w każdą przestrzeń i w każdą możliwą dziurę, łącznie z dziurami należącymi do dzieci (notabene nie ma na to skutecznie działającego paragrafu).

Nie ma tygodnia bez jakiegoś oskarżonego o obrazę tych uczuć religianckich.

Do tego trzymający nas za gardła (rękoma biskupów najczęściej) konkordat, obrzydliwe, różnej maści figury i figurki, Mateczki Boskiej, Czarnej, Ślepej i Owdowiałej, Jezusiczka na krzyżu i bez, z obowiązkowym rzecz jasna pomnikowym papą, zasromanym nad własną nieudolnością.

Ale prawda podstawowa i obowiązująca jest taka, że Polska jest krajem „dyskryminującym katolików“.

Nie wiem jak nazywa się ten wariat, który coś takiego wymyślił. Ale jak dobrze pójdzie (czyli fatalnie), to za jakieś pięć lat z okładem, Siwiec się już nie wywinie. Spalą go w klatce na Palcu Zamkowym, jak nie przymierając pewnego pilota. A Hoser z radością podłoży ogień.