Ten Komorek to bez honoru jest

komorowski-150106-1100550

Bronisław Komorowski zdecydował, iż podejmie jednak starania, aby ważność karnetu na miejscówkę pod pałacowym żyrandolem przedłużyć o kolejne pięć lat. Dla prawicy to oczywiście wielkie zaskoczenie, bo byli przekonani do wczoraj, że jednak Komorowski ma honor i za żadne skarby nie stanie do walki z kryształowo uczciwym kandydatem prawicy. Niestety, Komorowski postanowił zaryzykować.

icon-kreska

Prawica oczywiście nie bierze pod uwagę tego, że szanse pana Dudy na objęcie prezydentury, są mniej więcej takie same, jak moje szanse na ślub z kandydatką Ogórek. No, ale pokrzyczeć zawsze można i ponapinać mocno cherlawe muskuły. Do walki więc przystąpił…

Pan Towarzysz Król

W gardłowaniu i wciąganiu przy okazji obwisłego brzucha (telewizja nie lubi brzuchatych flej na dodatek z wąsami) przynajmniej wczoraj, wiódł on absolutny prym.

Przypominam, że towarzysz Król był to nie byle jaki towarzysz. To towarzysz sekretarz Komitetu Centralnego PZPR w ostatnim, decydującym okresie, kiedy z pokładu nie uciekały tylko największe i najbardziej tłuste szczury. Czyli żaden tam z niego byle chujek był, z jakiejś dzielnicy czy powiatu. To towarzysz prominentny i towarzysz uwłaszczony, sto procent nomenklatury uwikłanej w kontakty z tymi i owymi, co to ja napisać wprost nie mogę a wy i tak wiecie o co chodzi.

No więc ów towarzysz jak już się uwłaszczył i co trzeba przywłaszczył, przestał być towarzyszem i teraz odgrywa przyzwoitego prawaka, co to nieboszczkę PZPR zna co najwyżej z książek i gazet, i to tych prawdziwych polskich a nie polskojęzycznych. Ale powiedzmy, że to nieważne, bo w sumie każdy może być fiutem byleby na własny rachunek i nam nic do tego.

W każdym razie pan Król (bo obywatel to też brzmi podejrzanie i lewacko nieco) raczył był w tej telewizji (Republika) kandydata Komorowskiego mocno czochrać za uszy, dziwiąc się przy okazji, jak „taki ktoś ma w ogóle czelność ubiegać się o ponowną prezydenturę“.

Komorowskiego prawdopodobnie dopadł by w stress jakby tego słuchał, bo..

…siła argumentów Króla była tak ogromna, jak ogromna jest inteligencja jeża w środku zimowego snu.

Argumentem koronnym, dyskwalifikujacym Komorowskiego jest taki oto fakt, że gdyby był on mężem stanu dbającym o polskość i pamięć, to dawno by już wystawił pomnik swojemu poprzednikowi, który – o ile mnie pamięć nie myli – nazywał się Kaczyński. Jeśli przekręciłem nazwisko, proszę o skorygowanie. Gdyby zaś ktoś powątpiewał, wystarczy powiedzieć – tu cytuje Króla – „taki Lech Wałęsa, który żyje i ma się dobrze, ma nawet  port lotniczy nazwany swoim imieniem, a Kaczyński który poległ nie ma nic“.

Śpieszę przeto donieść, że według przecieków ze sztabu konkurenta (zgadnijcie którego), tamten prezydent też będzie miał swoje lotnisko. Jak tylko kandydat wygra wybory to natychmiast doprowadzi do tego – twarde żądania i siła argumentów złamią najbardziej opornych – że lotnisko Siewiernyj w Smoleńsku przyjmie uroczyście imię najsłynniejszego pasażera, który poległ tu męczeńską śmiercią. Tajne negocjacje w tej sprawie trwają i ponoć są już na ukończeniu.

icon-kreska

PS. Przy okazji wyszło na jaw, że ten prezydent Kaczyński, wcale nie był prezydentem z ramienia PiS jak się powszechnie sadziło, ani jakiejkolwiek innej partii. On nawet tego drugiego Kaczyńskiego nie znał. Widział go co najwyżej dwa razy w życiu, a raz mu tylko rękę podał, bo przez przypadek spotkali się na ulicy. Każdy kto twierdzi inaczej, dopuszcza się zniesławienia i działa w interesie grup chcących zniszczyć wizerunek tego największego (nie chodzi o wzrost) prezydenta.