Uporczywe molestowanie Wójciak

wojciak-150217-1000500

To, że w Poznaniu  dzieją się dziwne rzeczy, wiemy już od dawna. To takie jakieś miejsce i miasto,  gdzie sądy wariują, prokuratorom odbija,  a i obywatele niewiele lepiej na tym tle wypadają. Jednym słowem Poznań to jakaś ponadprzeciętnie  wielka schiza. Jak ta Wójciak w tym Poznaniu się uchowała, oto jest zagadka.

icon-red-line

Bo Ewa Wójciak na pewno nie  ma łatwo. Oto tamtejsza prokuratura będzie ponownie badała sprawę niby znieważenia przez Wójciak pana papieża Franciszka. Tak  chce sąd i wczoraj wydał nawet odpowiednia decyzje. Dla przypomnienia, chodzi o rzecz banalną i kompletnie nieistotną. Dokładnie dwa lata temu, po wyborze  Jorge Mario Bergoglio na papieski urząd, Wójciak na fejsie napisała:

„No i wybrali chuja który donosił wojskowym na lewicujących księży”

Można powiedzieć pięknie powiedziane, skrótowo ujęte… Ale niestety zrobił się raban, za sprawą przede wszystkim katolickich pieniaczy, w tym niezastąpionego Jerzego Pietrowicza  z Komitetu w Obronie Praw Ludzi Wierzących.

Tak, to ten sam debil, który po sądach ciągał między innymi Marka Siwca, za to, że ten śmiał przyklęknąć i ucałować ziemie po wyjściu ze śmigłowca, jak zwykł to robić pewien szczęśliwie już nam święty papa. To on też poleciał z donosem na Wójciak, ale rok później prokuratura zdecydowała sprawę umorzyć, nie widząc w niej znamion przestępstwa.

Ale jako się rzekło, nie po to Pietrowicz przez 17 lat Siwca  molestował, by tu od razu odpuścić. Tak długo pisał odwołania, że wreszcie sąd się ugiął, i nakazał wznowienie dochodzenia. Tyle, że ja się mocno dziwię  takiemu sądowi. Bo o ile obywatel może być idiotą i zwykłym zakutym łbem plus pieniaczem, o tyle sąd swój rozum ma i raczej nie uciekł z zakładu dla obłąkanych. Sąd powinien się zastanowić jakie wydaje wyroki i w jakich sprawach.  Niestety tak się nie stało.

W tej sytuacji trudno odmówić racji Ewie Wójciak, która mówi, że sprawa ta  „wpisuje się w działania podobne do tych, których rezultatem był atak na redakcję Charlie Hebdo w Paryżu, czy na kawiarnię w Kopenhadze, gdzie odbywała się dyskusja o wolności słowa”. Jedyna różnica jest taka, że katolibowie znad Warty czy Wisły (w sumie obojętne),  jeszcze nie strzelają,  tylko na razie tworzą wokół atmosferę, która sprzyja potępianiu wolności słowa.

Ja z kolei nie bardzo rozumiem, czym się różni Bergoglio, donoszący bezpiece na swoich lewicujących kolegów, od jakiegoś Kowalskiego donoszącego SB też na swoich kolegów i znajomych. Dlaczego tego pierwszego nie można nazwać chujem, a tego drugiego już jak najbardziej można, a na dodatek jeszcze agentem, zdrajcą i szmatą, w czym zresztą  lubują się i prym wiodą prawicowo-kato-narodowe media.

I wcale nie chcę, żeby mi tu jakiś pan Pietrowicz to wyjaśniał, bo po pierwsze wyjaśnienia nie ma, a po drugie mam zasadę,  że z wariatami nie dyskutuję. Tylko – raz jeszcze podkreślam – czemu sąd też zwariował i zachowuje się jak dopiero co wypuszczony z Tworek schizol – tego za chuja (papieskiego)  jakoś pojąć nie  mogę.