Bura historia, bury bohater

bury-150219-1100550

Parę dni temu niedaleko Giżycka z wielka pompa odbyła się uroczystości pogrzebowe ekshumowanych żołnierzy 3. Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (foto). Brygada ta dowodził jeden z najbardziej czarnych charakterów, mianowicie kapitan Romuald Rajs znany pod pseudonimem „Bury“.

icon-red-line

Na uroczystość (celebrowaną z charakterystyczną kato-nacjonalistyczną pompą) zaproszono wielu dostojnych gości, nie zapominając oczywiście o gościu najważniejszym, czyli miejscowym biskupie Jerzym Mazurze. Ów gość, jak na biskupa przystało, pod niebiosa wychwalał „bohaterów“, ani słowem nie wspominając o rozlicznych ofiarach ich zbrodni. Dla porządku dodam też, że zaproszono oczywiście rodziny tych „wyklętych“, zapominając jednak o rodzinach owych pomordowanych. Ale to może szczegół, bo szczerze mówiąc pewnie nikt z tego zaproszenia i tak by nie skorzystał.

Żeby dalej nad tematem się nie pastwić, dwa słowa przypomnienia z kim do czynienia mamy.

Romuald Adam Rajs, lub Rais lub też Reiss (rocznik 1913), to jako się już rzekło, postać wyjątkowo smutna i odrzucająca, ale też na swój sposób tragiczna. O ile jego działalność wojenna budzi stosunkowo małe kontrowersje, o tyle aktywność powojenna, to jedno pasmo czynów, które z honorem niewiele mają wspólnego.

Pan „Bury“ na sumieniu ma przynajmniej kilkadziesiąt istnień ludzkich, w tym dzieci i kobiet, za co zresztą zapłacił głową.

Jednak po nastaniu nowej Polski, w roku 1995 sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego, wyrok unieważnił, uznając że Rajs,

„walczył o niepodległy byt państwa polskiego”

a wydając rozkazy pacyfikacji wsi i mordowania ludzi, działał

„w sytuacji stanu wyższej konieczności, zmuszającego do podejmowania działań nie zawsze jednoznacznych etycznie“.

Sąd niestety nie potrafił jasno wytłumaczyć, ani tym bardziej uzasadnić, jaką to „wyższą koniecznością“ było mordowanie kobiet i dzieci. Szczerze mówiąc, ów stan wyższej konieczności to znakomity wytrych, bo w zasadzie posługując się nim można by zakwestionować nawet wyroki norymberskie, a na pewno da się tym na 100% wytłumaczyć i usprawiedliwić wszelkie działania ówczesnej bezpieki, która – tu pełna zgoda – także przecież działała „w sytuacji stanu wyższej konieczności, zmuszającego do podejmowania działań nie zawsze jednoznacznych etycznie“.

Wyrok wojskowego sądu minął się nieco choćby z takim oto faktem, że nie kto inny jak osławiony IPN (może przez nieuwagę i niedopatrzenie), napisał o popisach Burego, że

„zabójstwa i pacyfikacje wsi w styczniu i lutym 1946 r. nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa”.

Mniej więcej w tym samym czasie (czerwiec 2005), po kilku latach śledztwa, Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu umorzyła śledztwo

„w sprawie zbrodni przeciwko ludzkości popełnionych w okresie od 29 stycznia 1946 r. do dnia 2 lutego 1946 r. na terenie powiatu Bielsk Podlaski w celu wyniszczenia części obywateli polskich, z powodu ich przynależności do białoruskiej grupy narodowej o wyznaniu prawosławnym”.

Według IPN „postępowanie zostało umorzone, wobec (…) śmierci bezpośrednich sprawców i niewykrycia części z nich”. Jak widać, w niczym to jednak nie przeszkadza, by „niewykrytym” i „bezpośrednim sprawcom”, acz już nie żywym, stawiać pomniki i kreować ich na narodowych bohaterów. Chodzi o zwykłe zakrzyczenie historii.

Co, chce się rzygać? To się wyrzygajcie. Rzyganie jest glamour!