Sytuacja moralnie wątpliwa, historycznie wstydliwa

berling-150309-1100520

Magazyn historyczny „Mówią wieki” ma już całe wieki i aż dziw bierze, że w tych dziwnych czasach w których przyszło mu żyć, w ogóle jakoś przeżył. Nikt go jeszcze nie rozstrzelał, no może raz albo dwa stał pod ścianą, ale ręce były opuszczone, więc w sumie sytuacja nie była groźna. Ale jak dalej będzie się tak bawił, to niechybnie skończy na śmietniku historii, którą sam usiłuje opisywać.

icon-red-line

Otóż „Mówią wieki”, które być może jednak nie wiedzą co mówią, wpadły na pomysł plebiscytu na bohatera II wojny światowej. I niestety powiało grozą! Oto kandydatem do tego zaszczytnego tytuły został między innymi generał… Zygmunt Berling! Przynacie, że oni nie widzą co mówią, a przede wszystkim co czynią. Zdrajca i ruski kolaborant, kandydatem na narodowego bohatera! No ładnie, ładnie…

Kiedy katolicka i narodowosocjalistyczna prasa wychwyciła tę szokującą pomyłkę, a w zasadzie to chyba prowokację, redakcja zaczęła się gęsto i nerwowo tłumaczyć.

Przede wszystkim, że Berling znalazł się przecież na liście kandydatów obok takich postaci jak generał Fieldorf „Nil”, pułkownik Pilecki, generał Anders, czy ksiądz Kolbe. Ale tłumaczenie takie tym gorzej świadczy o redakcji, bowiem umieścić tego szubrawca Berlinga w towarzystwie takich tuzów naszych dziejów, to potwarz dla tych tuzów i być może obraza i to ciężka naszych uczuć patriotycznych. Czyli bądźmy szczerzy, chujowo to wyszło.

Potem też jest cienkawo, a kule w płot trafiają równo.

Bo na przykład Magazyn przypomina, że Berling został skazany przez sąd polowy armii generała Andersa na karę śmierci, za to że „sprzeniewierzył się przysiędze na wierność Polsce, służąc w formacjach zorganizowanych przez państwo wrogie”. No kurwa, a ten Anders nim znalazł się na Zachodzie, to w jakiej niby armii służył? No przecież też w formacjach zorganizowanych „przez państwo wrogie” i na terytorium wrogiego państwa. Co prawda potem spierdolił na ów Zachód, ale fakty pozostają faktami.

Czyli jeden zdrajca sądził potem drugiego zdrajcę, za to, że w jego oczach był nieco większym zdrajcą! Pachnie brzydko i nieświeżo (niczym kupa), a argument jednym słowem, kupy się nie trzyma.

No i na koniec organizatorzy plebiscytu tłumaczą jeszcze, że mieli zbyt dużo kandydatów reprezentujących Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, a trzeba było przecież znaleźć kogoś, kto by reprezentował wysiłek wojska, które przyszło ze Wschodu. To o tyle kuriozalne, że wedle oficjalnej linii historycznej, jeśli ze wschodu przyszło jakiekolwiek wojsko, to tylko ruskie zdziczałe hordy, w żadnym wypadku polskie wojsko. Wiec albo w tych Wiekach co Mówią, czas się zatrzymał, albo sprzątaczka porządnie nie przewietrzyła atmosfery i złogi komuny nadal zalegają pod dywanami.

Redakcja się zaklina, że Berling nie zdobył na razie żadnego głosu, ale to oczywiście ściema, bo głosów zdobył pewnie sporo, tylko wszystkie dla świętego spokoju zostały zniszczone.

A na koniec pytanie zasadnicze jest takie: dlaczego na tej liście nie znaleźli się bohaterowie tacy jak Kuraś czy Ogień? Szuję Berlinga honorujecie, a prawdziwych bohaterów antyruskiego, antyczerowonego i antyżydowskiego frontu w głębokiej dupie macie? Ładnie to tak?