Znów sensacyjne ustalenia redaktora Gmyza!

gmyz-150316-1100550

Jest mi niezwykle miło donieść, że jeden z najwybitniejszych dziennikarzy antymainstreamu Cezary Gmyz, będący na krótkiej liście płac Telewizji Republika i tygodnika „Od Rzeczy”, dotarł do akt śledztwa w sprawie afery taśmowej. Dokumenty są porażające. Wszędzie nic tylko trotyl! A to oznacza że będzie się działo, oj będzie!

icon-red-line

Przede wszystkim ustalmy, co też takiego sensacyjnego odkrył skądinąd symaptyczny acz nieco niechlujny Czarek? Przede wszystkim szokujacą prawdę o której nikt z nas do tej pory nie miał zielonego pojęcia.

Bo wyobraźcie sobie, że z dokumentów wynika że z wyjaśnień kelnerów wynika, że rejestrowali oni rozmowy czołowych polityków i okołopolitycznego planktonu. Umoczeni są ci z PO, ci z PSLu są też umoczeni (oni zawsze są umoczeni), a także ci z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Umoczony jest nawet niezatapialny Miller (patrzcie, a wydawało się że beton nie bierze wody), oraz Kwaśniewski też nieco namiękł.

Tylko dziwnym trafem Kaczyńskiemu się upiekło, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, znajdziecie mi takiego, który chciałby z nim rozmawiać na jakikolwiek poważny temat. Po drugie, Kaczyński nie lubi wódki, ani zimnej ani ciepłej oraz nie cierpi śledzia. A wiadomo, że kto nie pije ten donosi, co akurat w tej sytuacji szczególnego znaczenia mogło nie mieć.

Tak więc gdyby nie Gmyz, w ogóle dzisiaj o tych niuansach byśmy nie wiedzieli. I dzięki ci Czarku, że nas tak oświeciłeś.

Ale to nie wszystko.

Zarówno dokumenty jak i zawarte w nich materiały, to prawdziwa beczka prochu, żeby nie powiedzieć trotylu.

Redaktor Gmyz to bowiem doświadczony zawodnik i po krótkiej analizie odkrył (ostatecznie to kucharz, więc nos ma nie od parady), że praktycznie wszystkie dokumenty noszą na sobie wyraźne ślady materiałów wybuchowych. I tak…

*Notatka ze spotkania Jana Kulczyka z Grasiem – ewidentne drobiny trotylu, widoczne bez potrzeby używania detektorów;

*Notatka ze spotkania ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego z Jackiem Rostowskim, ślady trotylu wykryte przez detektor, w samej teczce zaś drobiny materiału izolacyjnego, najprawdopodobniej od kabelka zasilającego zapalnik. Skład chemiczny plastiku wskazuje na jego rosyjskie pochodzenie. Poza tym dokładna analiza wykazała, że trotyl pochodzi z tej samej partii co trotyl, którym wysadzono prezydenckiego Tupolewa. Przypadek?

*Notatka ze spotkania Jacka Rostowskiego ze Sławomirem Sikorą – prezesem Citibanku Handlowego, wyraźne ślady semtexu;

*Notatka ze spotkanie prezesa NIK Kwiatkowskiego z Kulczykiem, także wyraźne ślady trotylu i sempexu, oraz plama keczupu Winiary. Trwa właśnie śledztwo dziennikarskie, skąd pochodzi ten keczup i jaką rolę odgrywa w całej sprawie.

Wkrótce poznamy najprawdopodobniej więcej szczegółów tej bulwersującej historii. Drodzy Państwo trzymajmy kciuki za Czerka Gmyza. On tak szybko zmienia redakcje.