Dlaczego Wojtyła miałby być lepszy?

bilbord-wojtyly-150318-1100500

Nie bardzo mnie w sumie interesuje co Centrum Myśli sobie myśli, ale mam wrażenie, że nie myśli. No, bo powiedzcie mi, jako ludzie rozumni (inni tu nie raczej nie bywają), co ma na celu owa bilbordowa akcja? Kogo i do czego ma przekonać? Ja rozumiem, że chodzi po raz kolejny o zrobienie Wojtyle laski, by uczcić i podkreślić dostojną i okrągłą rocznicę dostojnego wydarzenia, ale na boga waszego jedynego, ileż razy i jak długo można uprawiać seks oralny z trupem?! Może jednak zacznijmy od początku. To co widzicie poniżej to jest ów rzeczony bilbord w dwóch odsłonach.

icon-blackline-200

Bilbord na szczęście jest ładny i estetyczny, a Wojtyła wygląda jak żywy, niczym z obrazka sprzed pół wieku. Nawet mnie rajcuje, że koleś jest w garniaku i tej swojej mycce, bo taki jakiś bardziej ludzki jest w związku z tym. Więcej w nim człowiek a mniej paradnej mumii, do której nas przyzwyczajono. Natomiast sama idea może jest i szczera, ale naiwnie ryzykowna.

Chodzi bowiem o to, że trwającą właśnie  kampania prezydencka zainspirowała wspomniane  tu Centrum Myśli Jana Pawła II do działania. Ktoś tam uznał, że jest to dobry moment, by rozpocząć akcję  promującą tak zwane „nauczanie” zmarłego w 2005 roku papieża. No i tym sposobem na ulicach Warszawy znalazły się te bilbordy.

To nic, że akcja jest dzika, że nikt nie dostał zgody i nikt nikogo nie poinformował. Nie ma to teraz najmniejszego znaczenia, bo przecież nikt w tym mieście a i w tym kraju, kto jest przy jako tako zdrowych myślach, nie zaryzykuje wydania teraz polecenia natychmiastowego zdjęcia plakatów. Zamach na świętego Ojca Świętego, obojętnie w jakiej formie, to przecież samobójstwo.

Bilbordy więc sobie wiszą, wprawiając w euforię połączoną ze wzwodem, wszystkich apologetów pana Karola. Szczególnie rozbawił mnie Przeciszewski, szef KAI, który w telewizji (nota bene wszystkie telewizje uznały odnotowanie tej „wspaniałej akcji“ za swój obowiązek), powiedział, iż inicjatywa jest wspaniała dlatego, że „wszyscy przecież kochamy Jana Pawła II a jego nauki i myśli stanowią dla nas natchnienia”.

To taka w sumie drobna bezczelność do której już zdążyliśmy się przyzwyczaić. Przeciszewski jeśli już musi mówić o uczuciach, to niechaj mówi we własnym imieniu. Bo on może kocha Jana Pawła II, ja już niekoniecznie, więc określenie że „wszyscy go kochamy“, jest wysoce niestosowne.

Idźmy jednak dalej

Oto jakiś miś z owego Centrum Myśli przekonuje, że – biorąc pod uwagę kontekst wyborów – jest to kandydat, „…który cię nie zawiedzie bez względu na to, jakie masz poglądy polityczne. Niczego nie obiecuje i nikomu się nie narzuca. Jest ponad politycznymi gierkami i nie uprawia marketingu. Głosi prawdę i dobro”.

No i tu jest już grubo, bowiem to najzwyczajniejsza w świecie manipulacja.

Choćby dlatego, że Wojtyła był przez długi czas (może nawet za długi), szefem i ideowym guru ruchu, którego jedynym sensem działania jest od wieków składnie obietnic bez pokrycia. Oni żyją z mamienia i okłamywania ludzi! Permanentnie, w zaplanowany sposób. To zawodowcy!

Kompletną bzdurą i głoszeniem nieprawdy jest też twierdzenie, że Wojtyła nikomu nic nie narzucał. No bez jaj proszę! Narzucał i to nachalnie, jedyną tylko wizję świata i jedną tylko drogę do osiągnięcia szczęścia. Wszelkie alternatywne koncepcje zwalczał ze wszech sił, a w wystąpieniach publicznych posługiwał się zazwyczaj pięknie  brzmiącymi frazesami, które nijak nie przekładały się na praktykę. Dystrybuował pierdoły! Wywyższał pedofilów, obściskiwał się z dyktatorami i tyranami.

Więc to dobro i chodząca słodycz połączona z mądrością, są mniej więcej tyle samo warte, co trzysta milionów z plakatów Wałęsy. Tym bardziej więc jestem pewien, że pomysł z bilbordem jest zupełnie chybiony, bo przecież powszechnie już wiadomo, że wszyscy ci z bilbordów to notoryczni kłamcy. Mówią to co chcemy usłyszeć, a potem i tak chuj z tego wychodzi. Dlaczego Wojtyła miałby być lepszy?