Kura z Dzieciątkiem na Indeksie Dzieł Zakazanych

obraza uczuc-150320-1100500

Gdyby istniał dziś indeks dzieł zakazanych, taki jak drzewiej istniał, to najprawdopodobniej nie miał by on większego sensu. Byłby zbyt obszerny i nikt przy zdrowych zmysłach, nie mówiąc o cierpliwości, nie byłby go w stanie prześledzić. Dużo więc bardziej sensowne, a przede wszystkim wygodne, było by powołanie indeksu dzieł nie zakazanych. Składał by się on pewnie z jednej kartki formatu A4 i to jeszcze złożonej na czworo. Innymi słowy bardzo krótka była by ta lista. Wszystkie dzieła, książki, filmy, obrazy i rzeźby, które by na tej kartce sie nie znalazły, z automatu były by zakazane, a ich używanie (lepszego słowa na razie nie znajduję) było by z urzędu karane.

icon-blackline-200

matka-kurczak-150320-850

W każdym razie na tej liście dzieł nie zakazanych, z pewnością nie było by miejsca dla dość śmiesznego, ale mało odkrywczego w sumie obrazu (powyżej) przedstawiającego Matkę Boską i Dzieciątko Jezus z głowami kury i kurczaka, autora szczerze mówiąc mi nieznanego, acz nie ma to tutaj żadnego znaczenia. Obraz zawisł na otwartej kilka dni temu wystawie w Świnoujściu, grupującej prace wykładowców i studentów Katedry Grafiki Artystycznej Akademii Sztuki w Szczecinie.

Co oczywiste, cytowany obraz wywołał totalny wkurw katolubnych

Zaczęła się przeto powszechna nagonka, pod dobrze znanym wszystkim hasłem obrazy uczuć religijnych, profanacji, bluźnierstwa, czyli niesłychanego gwałtu na katolickiej duszy i wrażliwości. Na szczęście kurator wystawy ma to gdzieś, czyli nie przejmuje się urojeniami nawiedzonych. Pytanie tylko jak długo wytrzyma ich zmasowany ostrzał artyleryjski.

Nim zdemonstruję kilka przykładów innej obrazoburczej twórczości, dużo jednak ciekawszej niż rzeczona kura z kuraczkiem, pozwolę sobie zauwazyć to mianowicie.

Po pierwsze, trzeba się pogodzić z tym drodzy katolubni, że taka już jest sztuka, zwłaszcza ta współczesna. Jednemu się podoba, drugiemu ni chuja.

Po drugie, wystawa znajduje się w budynku, a wiec w przestrzeni jak najbardziej zamkniętej. Kto chce i kogo to kręci wejdzie sobie do środka, kogo to mierzi właził do środka nie będzie. Czyli jest zupełnie odwrotnie niż w przypadku prezentacji sztuki tzw. obrońców życia. Ci z lubością artystyczne foty poszarpanych zygot wywieszają na płotach, najlepiej przy głównej ulicy. Pokaz jest przeto publiczny, dla dzieci i dorosłych, acz – tu plus – raczej nie biletowany.

Jak na dłoni więc widać różnicę między umownymi lewakami a umownymi katolami. Ci pierwsi szanują uczucia innych i swoje kontrowersyjne czasem dzieła zamykają w galeriach dla wybranych, ci drudzy uczucia innych mają centralnie w dupie.

Po trzecie wreszcie trzeba po raz tysięczny zdaje się powtórzyć, że nie ma najmniejszego nawet powodu, aby chronić jakieś „uczucia religijne”, bowiem nikt nie chroni (nie ma nawet paragrafu) uczuć nie religijnych i nie tylko o ateistów tu chodzi. Dzięki temu indywidua takie jak ksiądz Oko, czy jakiś inny chujek w koloratce, mogą bezkarnie obrażać, gnoić i obrzygiwać uczucia, naukę, racjonalne myślenie i ludzi, którzy nie poddają się terrorowi ciemnogrodu.

Pamiętajcie też, że tego typu dzieła jak w Świnoujściu, to wyśmiewanie się, czyli robienie beki, nie z czegoś wartościowego, tylko z totalnego kiczu i wyrzygu głupoty.

Ogólne zaś spostrzeżenie jest takie, że jacyś strasznie drażliwi i obraźliwi są ci katolicy. Nie ma dnia, żeby ich coś albo ktoś nie obraził. Biedni ludzi jednym słowem.

A na koniec kurczaki kurczakami, ale w świecie sztuki sakroidalnej ciekawsze rzeczy się działy. Oto mój odautorski skrót wydarzeń.