Tekieli. Beznadziejna jednostka chorobowa

tekieli-150322-1100520

Jeśli ktoś ma na tyle duże pokłady samozapracia i cierpliwości, a jedocześnie jest ciekaw jak bardzo los może pokarać innego człowieka i że bzik (bardziej po polsku: odjebanie) praktycznie nie ma granic, niechaj przeczyta wywiad z Robertem Tekieli. To przygnębiająca, ale jednocześnie też pouczająca lektura. To przykład, jak z człowieka kiedyś dość inteligentnego, robiącego czasem niezłe rzeczy, można stać się kompletnym wariatem, z którym wywiad i to każdego ranka powinien przeprowadzać lekarz psychiatra a nie dziennikarz.

icon-blackline-200

Tekieli kojarzony jest przede wszystkim z nieistniejącym już pismem literacko-kulturalnym „Brulion”, którego był redaktorem naczelnym. Działo się tam parę fajnych rzeczy, do dziś zresztą w moim archiwum spoczywa kilka najciekawszych jego numerów.

Jednak z roku na rok z pismem było coraz gorzej (ostatecznie zamknięto je w 1999 roku), bo coraz gorzej było z Tekielim.

Mniej więcej w połowie lat 90-tych, rozpoczęło się apogeum choroby, która Roberta dręczy do dziś i niestety postępuje. Wtedy to bowiem nawrócił się na ortokatolizm, jak sam twierdzi, dzięki babci, która po swojej śmierci miała spotkać się z samą matką boską interweniując w sprawie zagubionego mocno wnuczka, intelektualnego ćpuna i newage’owca.

Sami więc widzicie: jeśli ktoś upublicznia tego typu teorie, to na bank musi być człowiekiem nie w pełni zdrowym.

W każdym razie, Tekieli tak się nawrócił, że aż zidiociał. Biedna ta babcia, gdyby wiedziała, że taką krzywdę Robusiowi zrobi, za chiny o nic tę mateczkę by nie prosiła, zwłaszcza zaś o naprawienie wnuczka. Bo mateczka, jak to mateczka, wredna i głupia pizda, miast wnusia naprawić, jeszcze bardziej go popsuła.

Od tego mniej więcej czasu Tekieli chodzi po mieście i nawraca świat. Gdzieś w roku 1999 podczas mej stosunkowo krótkiej przygody z TVP, miałem wątpliwą przyjemność incydentalnej współpracy z Robusiem i w pełni potwierdzam diagnozę znajomych lekarzy: to jednostka chorobowa z tendencją do pogłębiajacych się objawów. Ale w sunie nie o mnie tu chodzi.

Co gorsze bowiem, wielu zacnych wydawało by się ludzi, nie poznało się na Nowym Tekielim i mimo wyraźnych objawów chorobowych, zaczęła go zapraszać do różnych gremiów. Przez długi czas był on – uwaga – członkiem rady programowej owej TVP, na tyle w każdym razie długo (7 lat), że do dziś ta rada nie patrafi się w pełni otrząsnąć z intelektualnego szoku.

Potem było nieco lepiej, bo właściwy czlowiek znalazł się we właściwym miejscu, czyli w warszawskim Radiu Józef, będącego własnością archidiecezji warszawskiej, oraz w redakcji pisma Ozon, które wcześniej zdechło nim faktycznie powstało.

Teraz Tekieli zajmuje zwalczaniem okultyzmu i New Age, co wedle mnie wcale nie jest elementem jego terapii jak niektórzy twierdzą, a raczej efektem pogłębiajacej się choroby.

Polecany przeto przeze mnie wywiad daje bardziej precyzyjne pojęcie o nieszczęściu Roberta Tekielego. Trudno z tego wywiadu wybrać jakieś charakterystyczne fragmenty, więc radzę zainteresowanym przeczytać całość, bo naprawdę jest hardcorowo i momentami nawet wesoło. Jedno zdanie które mi się podobało brzmi zaś tak:

„…człowiek dręczony, człowiek opętany nie jest w stanie sam sobie pomóc, musi prosić o pomoc kościół, musi prosić o modlitwę o uwolnienie albo o egzorcyzmy“.

Trafnie przeto Robert się zdiagnozował, tyle że zamiast kościoła polecałbym jednak najbliższą placówkę NFZ.