Każdy może być Szwejkiem. Najlepiej w Londynie

szwejki-150323-1100530

Jako człowiek wystarczająco już leciwy, mogę powiedzieć z czystym sumieniem i całkowitą pewnością, że ewentualni organizatorzy ewentalnej mobilizacji, rejestracji czy innych nie mniej wymyślnych zabaw dla nudzacych się chłopców, mogą mnie pocałować w dupę. Tak, jestem za stary na armatnie mięso i zbyt żylasty. Odważny i pewny jestem również dlatego, że jako posiadacz dwóch paszportów, byłem dla armii elementem podejrzanym i z automatu zwolnionym z zaszczytnego jak najbardziej obowiązku. Przyznacie przeto, że wyśmiewanie się z niepodarnego wprowadzenia w Polsce na powrót wojskowego drylu, przychodzi mi łatwo i bez jakiegokolwiek stresu, nie wspominając o konsekwencjach.

icon-blackline-200

Wcześniej niestety bywało różnie, bo wcześniej szansy podwójnego obywatelstwa z powodów polityczno-sojuszniczych nie miałem. Więc jako tu urodzony, różnych sztuczek się imałem, żeby ówczesne Ludowe Wojsko Polskie nie przydzieliło mi obowiazkowych kamaszy, wyjątkowo mało twarzowych i kurewsko przy okazji niewygodnych. W końcowym okresie, grozili mi nawet prokuratorem (po n-tym niestwieniu się na wezwanie), ale na szczęście zmienił się ustrój i pewne sprawy poszły w zapomnienie.

Kiedy wreszcie zapragnąłem patriotycznno-obronne kwestie raz na zawsze uregulować (ujęło mnie wyjątkowo hasło bóg-honor-ojczyzna), zgłosiłem się na osławioną ulicę Szwedzką w Warszawie z dowoma już paszportami. Tam wpierw na mnie nakrzyczeli (na zdrowie panie pułkowniku, mam panu palec wsadzić w odbyt, czy w gardło?), za to, że jestem wyjątkowym skurwysynem, złośliwie przez lata uchulającym sie od „zaszczytnego obowiązku“, że gdyby nie nowa sytuacja, to bym zgnił w pierdlu i w ogóle załują, że nie mogą teraz wezwać tu do pokoju tych dwóch rosłych żandarmów z dołu, by mnie natychmiast w kibitkę zapakowali i na białe niedziwiedzie wywieźli. Potem obejrzeli dokładnie ten wraży paszport (ewidentnymi rasistami byli) i kazali w te pędy spierdalać, za żadne skarby więcej się nie pokazywać.

Tak oto – w dużym skrócie i uproszczeniu – stałem się szczęśliwym obywatelem drugiej kategorii.

Piszę to wszystko dlatego, że cała masa młodych ludzi, ma dzisiaj jednak zdecydowanie łatwiej niż ja. Paszporty ma w szufladach, bilety kupuje przez internet bez żadnych znajomości i w promocji zazwyczaj, Europa stoi otworem, a armii trudno się doliczyć własnych generałów a co dopiero poborowych.

Co prawda przepisy nadal grożą odsiadką od 2 lat wzwyż, jeśli po otrzymania karty mobilizacyjnej nie stawisz się w określonym terminie i miejscu, ale to raczej czysta teoria. Spierdalaj w te pędy do Londynu, Madrytu, Paryża albo Rzymu, pamiętając jednak, że jeśli nagminnie się nie zgłaszasz, albo wprowadzasz tak zwane organy w błąd, w tym umyślnie wyjeżdżasz za granicę mimo mobilizacji, możesz trafić za kratki na co najmniej lat 5. Też jednak nie musisz się szczegónie tym martwić, bo nikt w Polsce nie jest w stanie zapanować nad przepisami i burdelem w papierach, a poza tym kto ci każe wracać do Polski?

Rada moja zaś jest taka, że jeśli jesteś na tyle młody, i jedocześnie jesteś pewien że nigdy z armią nie będzie ci po drodze, to wyjeżdzaj zawczasu, nim sobie leśne dziadki z WKU o tobie przypomną. Nie będzie w tym wypadku mowy o ucieczce a jedynie o stałym i trwałym przebywaniu za granicą.

I pamiętaj, żeby za chiny nie zgłaszać się do żadnej ambasady czy konsulatu (kiedy mama maila wyśle z wiadomością, że w domu czeka wezwanie), bo tylko kłopotu im narobisz. Myślisz że oni tam nie mają nic innego do roboty, niźli użeranie się z jakimś ambitnym i przejętym rolą patriotą na emigracji? Przeszkodzisz im tylko w kolacji albo jakimś innym raucie.

Żyj więc sobie szczęśliwie i błogo, zmartwienia zostaw innym. Ojczyzna bez ciebie z pewnością przeżyje. A w razie czego masz tę drugą, zastępczą. (A jak się znudzisz, to zawsze z Ruskimi możesz ponaparzać się pubie).