W Rzymie, czyli na przedmieściach Watykanu

rzym-150326-1100550

Władze Rzymu – to taka dość znana dzielnica Watykanu – zakazały eksponowania w mieście reklam z rozdzianymi kobietami. Od razu zaznaczam, że to nie dowcip, acz rzeczywiście brzmi dość śmiesznie i niedorzecznie. Za zakazem stoi burmistrz miasta, który z niewiadomych przyczyn nagle ujął się za tak zwaną godnością kobiety.

icon-blackline-200

Co mówi burmistrz Ignazio Marino?

„Przestrzeń reklamowa będzie sprzedawana wyłącznie tym, którzy będą szanować nowe rozporządzenie. (…)  Ciało kobiety nie może być kojarzone z obrazami które zrównują je w sposób seksistowski z przedmiotem”.

Ignazio Marina to lekarz chirurg, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Najświętszego Serca w Rzymie, co wiele mogłoby tłumaczyć. W zasadzie mógłbym go uznać za takiego rzymskiego Chazana, gdyby nie jeden fakt, który burzy mi obmyśloną na poczatku konstrukcję. Otóż Marino to członek Partii Demokratycznej, czyli ugrupowania o charakterze raczej centrolewicowym, choć nie brakuje w niej też w miarę cywilizowanych ponoć chadeków.

Zmierzam więc do tego, że nic nie wskazuje, by Marino był z definicji jakimś jebniętym mocno prawakiem o chorobliwym skrzywieniu katolskim. Stąd też decyzja tym bardziej dziwi.

Nie brakuje głosów, że zakaz to efekt odziaływania silnego lobby watykańskiego, które we władzach Rzymu ma spore formalne i nieformalne wpływy. Mówi się, że jak Watykan zagra tak Marino stara się tańczyć, co oznaczałoby, że lata edukacji w katolickim uniwersytecie jakieś trwałe ślady w umyśle jednak pozostawiły. Niestety, nie jest prawdą, że teraz turyści tłumnie odwiedzający rzymskie przedmieścia Watykanu, by zobaczyć gołą babę będą musiały koniecznie odwiedzić Kaplicę Sykstyńską. Bo po pierwsze tamtejsze baby są wyjątkowo nieapetyczne, a po drugie tu i ówdzie śmiga pomysł, by je też „ubrać”, bowiem takie rozdziane i to jeszcze w kaplicy,  urągają moralności i sieją powszechne zgorszenie.

W Polsce dobre wieści z Rzymu też znalazły oddźwięk, bowiem już zawiązał się społeczny komitet bez nazwy jeszcze, który ma się zająć niebawem problemem Chrystusa. Gość nie może bowiem wisieć tak sobie na krzyżu rozebrany jak do rosołu. Nie dość bowiem, że może się przeziębić, to jeszcze swymi wystającymi żebrami i chudymi jak patyki nóżkami gorszy wiernych. Chodzi o to więc, by na dupę naciągnąć mu jakieś przyzwoite majtki, albo nawet dresowe gacie, a klatę zabezpieczyć choćby chińskim podkoszulkiem. Pomysł zyskał już wstępną aprobatę Episkopatu.