Każdy mógł być Lubitzem

epaselect epa04678498 A search and rescue worker at the crash site of the Germanwings Airbus A320 that crashed in the French Alps, above the town of Seyne-les-Alpes, southeastern France, 25 March 2015. Search crews resumed helicopter flights around dawn on 25 March to the remote mountainside where Germanwings Flight 4U 9525 from Barcelona to Duesseldorf crashed after a rapid descent, likely killing all 150 people aboard on 24 March.  EPA/GUILLAUME HORCAJUELO Dostawca: PAP/EPA.

Nie chodzi o to by na siłę szukać analogii, ale pewne rzeczy wydają się na tyle oczywiste że siłą rzeczy określone nasuwają skojarzenia. Bo samolot niezależnie czy jest to Tupolew czy Airbus, po zetknięciu z ziemią zachowuje się mniej więcej tak samo. Jak? Ano wystarczy spojrzeć na zdjęcia.

icon-blackline-200

Jeśli więc nieoceniony w tropieniu zjawisk paranormalnych pan Antoni (dobry panie boże, czuwaj nad jego zdrowiem, w tobie bowiem jedyna nadzieja) nadal przekonuje, że w przypadku Tupolewa musiało dojść do wybuchu, bowiem nie jest możliwe aby samolot ot tak rozpadł się na tyle części, to najprawdopodobniej nie oglądał zdjęć Airbusa, a w zasadzie tego, co z niego zostało.

Gdyby relacje z Alp oglądał ktoś, kto jest głuchy i mało gramotny, albo niespodziewanie spadł z innej planety, to pewnie miałby problem z domyśleniem się, że ten kipisz na graniach, to coś co kiedyś było samolotem. To, co zostało z tutki rozbitej pod Smoleńskiem, było zdecydowanie bardziej czytelne. Cała masa elementów przypominała bowiem i kształtem i rozmiarami bywszy samolot.

z Tupolewa pozostało wiele części które dowodziły, że kiedyś był to jednak samolot

Więc jeśli tutka rozpadła się pod wpływem wybuchu, a nie analogicznie jak Airbus po zderzeniu z ziemią, to jakie tajemnicze i po wielokroć większe siły musiały działać na tego Airbusa?

Alpejska historia udowadnia, że po gwałtownym zetknięciu się z ziemią, z każdego samolotu mogą zostać dziesiątki tysięcy bezkształtnych śmieci i wcale nie trzeba do tego trotylu, helu czy co tam jeszcze spece od Maciory wymyślą.

Jedyne co prokuratura powinna teraz jeszcze zrobić, a czego zdaje się nie zrobiła i o czym wczoraj nie poinformowała, to sprawdzić, czy aby ktoś z załogi, zwłaszcza zaś Protasiuk, na ten konkretny dzień nie miał lekarskiego zwolnienia od psychologa albo psychiatry.

Innymi słowy, czy Protasiuk nie był aby Lubitzem?

Ja na jego miejscu, mając takie jak on, wielokrotnie pozbawione przyjemności doświadczenia z Głównym Pasażerem, dawno podpadł bym w depresję, o wiele gorszą niż rozstanie z dziewczyną. W kwietniu 2010 roku więc, na samą myśl ze z Tym Czymś gdzieś trzeba lecieć, a to To Coś znów będzie mnie zwalniać, stawiać przed wojskowym sądem a inne chamidło w generalskim mundurze będzie mnie permanentnie poniżać i obrażąć, przynajmniej na dwa dni do przodu snułbym plany samobójstwa doskonałego, z przytupem i z fajerwerkami. Przykład owego Lubitza wskazuje, że ten wątek należy dogłębnie sprawdzić.