Jak odzyskałem nadszarpnięte zaufanie do policji

policja-150404-1100520

Jakiś czas temu pewien posiadacz telefonu komórkowego – w skrócie buc – wybrał się na mszę, w niewielkim Kiełkowie nieopodal Mielca. No cóż, nie tacy na msze łażą, nie takie rzeczy w okolicach Mielca się dzieją. Ksiądz zwyczajowo bajdurzył, ministranty dymili, było miło, sympatycznie, a nawet sennie. Aż tu nagle bucowi zadzwonił telefon. I tenże buc, odebrał połączenie, wstał i zaczął spacerując miedzy ławkami, głośno rozmawiać. Jak gdyby nigdy nic, jakby był sam.

icon-blackline-200

Naród zgromadzony w świątyni szlag nagły trafił. Zrobił się kipisz, zaś nasz buc widząc, że robi się gorąco, wsiadł do samochodu i dał dyla. Tyle, że polski parafianin, może nie rychliwy, ale mściwy jest nadzwyczaj. Zawezwali przeto z proboszczem policję, a ta, nim jeszcze resztki święconej wody opadły na zdobną posadzkę, już schwytali winnego, czyli buca z telefonem. Okazał się nim 20-letni mieszkaniec Mielca.

I wiecie co, zwinęli go, spuścili prewencyjny wpierdol, ale elegancko żeby śladów nie było, w efekcie czego – tu cytuje źródła – „podejrzany przyznał się do popełnienia przestępstwa, a podczas przesłuchania tłumaczył, że (…) był pod wpływem alkoholu”. Kolejnym krokiem było przedstawienie mu „zarzutu złośliwego przeszkadzania w publicznym wykonywaniu aktu religijnego Kościele”. Dzielni policjanci dodali też, że ten zbrodniczy czyn grozi mu kara grzywny a także… ograniczenia wolności do dwóch lat.

Zwracam waszą uwagę na istotny fakt: w Polsce za dzwoniący w kościele telefon można trafić do pierdla i dlatego ów gość ma przejebane. Ma przejebane nie za to, że jak sam się przyznał  jeździł autem po pijaku, lecz za to, że ośmielił się gadać przez telefon w czasie jakiejś pierdolonej mszy, czym dopuścił się ciężkiego przestępstwa!

Czaicie złożoność moralną tej sytuacji?

Jakaś refleksja może? Bo jak mam dwie.

Po pierwsze, biorąc pod uwagę wyjątkową brutalność przestępstwa i barbarzyńskie targnięcie się na świętości, karą dla tego zwyrodnialca powinny być żadne tam dwa lata, tylko łamanie kołem a potem obowiązkowy stos.

To co zastanawia i jakże pozytywnie zaskakuje, to wyjątkowa w tym przypadku skuteczność i sprawność miejscowej policji. Złapali bandziora w pięć minut, zamiast pierdolić się ze sprawą miesiącami, tak jak jest to w przypadku banalnych przecież gwałtów, kradzieży i czy napadów z bronią w ręku.  To odbudowuje moje nadszarpnięte jednak zaufanie do instytucji policji. 

Wreszcie po drugie, to krok w generalnie dobrym kierunku. Bo oznacza ni mniej ni więcej, iż z podobną gorliwością będą przez policję ścigani ci, co notorycznie zakłócają gadaniem przez telefon seanse kinowe, nie mówiąc o spektaklach teatralnych. To przecież poważne przestępstwo przeciwko kulturze, będące aktem „złośliwego przeszkadzania w wykonywaniu spektaklu(seansu) teatralnego (kinowego)”. W przypadku stwierdzenia takich naruszeń, należy natychmiast dzwonić po patrol policyjny.

Nie inaczej ma się sprawa z osławionymi procesjami w tak zwane boże ciało, kiedy to setki czasem pątników, swymi rykami zakłócają ciszę i mir domowy jakże wielu obywateli. To również akt „złośliwego przeszkadzania w zasłużonych odpoczynku domowym”. Przy czym w tym wypadku, łatwiej jest o tyle, że nie trzeba wzywać patrolu policyjnego, bo oni są już na miejscu zdarzenia. Idą w procesji.

Trzymamy więc kciuki za pozytywne zmiany. Mielec jest nam przykładem.