Poświąteczny przewodnik po biskupich stołach

biskupi-150407-1100500

Nie odkryję niczego nowego, jeśli napiszę, że tak zwane święta, czyli taki sobie długi weekend wczesnowiosenny, minęły jak zwykle ukraszone intelektualnymi ekscesami kolegów biskupów. Wszelkiego rodzaju biskupów: od tych najgłupszych, którzy w przewadze, do jako tako czytatych i kumatych. Każdy z nich czuł się w obowiązku zabrać głos, każdy dał upust własnym abicjom by opowiedzieć jakąś pierdołę. Idzie im to tak łatwo, jak kurze łatwo znosi się jajko.

icon-blackline-200

Palmę pierwszeństwa w świątecznym panteonie idiotów, bez wątpienia dzierży pan biskup Gądecki. Sławę i wręcz nieśmiertelność, zapewniły mu te oto słowa wypowiedziane przy okazji wielkanocnych życzeń.

„Niech małżeństwa dotknięte krzyżem bezdzietności nie ulegają pokusie użycia złych i niegodnych metod poczęcia dziecka“.

To oczywiście nie pierwszy pierd pana Gądeckiego, specjalisty od wyrafinowanego pierdzenia mózgiem zamiast zwyczajowo dupą. Z tego też powodu, nie widzę za bardzo potrzeby komentowania tego, bowiem nie da się sensownie skomentować słowa ludzi „dotkniętych krzyżem bezgranicznej głupoty, ulegających pokusie użycia złych słów w niegodnym celu“.

Tak, Gadecki to człowiek z niepokojącymi zaburzeniami psychicznymi i dalsze zajmowanie się jego ekscesami, miało by znamiona znęcania się nad człowiekiem chorym i niepełnosprawnym. Zostawmy go więc w spokoju, niech parcieje.

Inni biskupi też dali czadu.

Cwaniaczek z Łodzi czyli Jędraszewski, nie chciał być gorszy od swego szefa (czyli owego Gądeckiego). Też myślał o in vitro, bo strasznie ich ta metoda niepokoi, tak jak by ich osobiście tą pipetką w klinice zapładniali.

„Jak można z jednej strony (…) widzieć w Janie Pawle II autorytet, (…) a z drugiej strony wprowadzać tego rodzaju prawo, które uderza w przyszłość narodu polskiego i podejmować decyzje sprzeczne z nauczaniem Ojca Świętego“.

Rozumiecie coś z tego? Jak in vitro może uderzać w przyszłość narodu polskiego? No przecież im więcej dzieci (nie ważne jaką metodą zrobionych), tym dla tego narodu lepiej. Więcej tego narodu, więcej dzieci do ruchania przez kolejne zastępy i pokolenia księży i biskupów, więcej mięsa armatniego, więcej taniej siły roboczej, więcej owieczek do strzyżenia. Biskupi słysząc o in vitro powinni być wręcz zachwyceni, a nie zasmuceni jak teraz.

Nie wnikając w szczegóły, bo w szczegółach biskup Jędraszewski może się pogubić, powiem też, że in vitro to poprostu konieczność, zaś rok pawłowy, to fantazja i efekt ciężkiej schizy kilku wyrywnych parlamentarzystów. Poraża więc ta wyjątkowa naiwność arcybiskupa, ten szokujący brak wiedzy, zrozumienia procesów społecznych i umysłowe ograniczenia. To po prostu nie przystoi, żeby biskup był takim tępakiem.

I nie przesadzajmy ze znaczeniem tego Roku Jana Pawła II.

Przecież dla zdecydowanej wiekszości Polaków, Wojtyła to tylko zabawny dziadek z kremówkami, który poza politowaniem nie budzi już jakiejś większej refleksji, bo niby dlaczego.

To czywiście niezaprzeczalna zasługa panów biskupów, tych pokroju Gadeckiego i Jędraszewskiego, bo to przecież ci panowie, w zdobnych sukienkach (ach ten gender), zrobili z Wojtyły idiotyczną kukiełkę, wychodząc z założenia, że to lepiej działa na ciemne masy. Chcieliście, więc macie! Wasz rok a papieża i tak wszyscy mają w dupie.

Przyboczny papieża, Dziwisz, też błysnął.

W kazaniu w Kalwarii Zebrzydowskiej wspomniał o skandalu jakim jest dopuszczenie do sprzedaży i to bez recepty, pigułek wczesnioporonnych. Dziwi mnie jego niepokój, bo przecież jesli nawet zajdzie w ciążę ze swoim sekretarzem, to łykać tego świństwa nie musi, przymusu nie ma. Wystarczy, że łyka viagrę.

Co ciekawe, to mówi to i larum podnosi facet, który sam dopuszcza a nawet wprowadza do sprzedaży różne śmieci po Wojtyle zwane relikwiami, duzo bardziej szjkodliwie i obrzydliwe, niż najbardziej nawet nieudana pastylka na zygoty. Mógłby gość wyluzować, prawda?

Chciałem jeszcze wspomnieć o Głodziu…

by dać mu satysfakcję. Tym bardziej, że on dla odmiany nie o in vitro rozprawiał, tylko o związkach jednopłciowych. Mówił:

„Szyderstwem z rodziny są projekty legalizacji prawnych związków jednopłciowych. (…) To są prawdy fundamentalne i niezmienne i nigdy Kościół od nich nie odstąpi.“

Nawet go rozumiem. Bo gdyby te związki były legalne, to jakby go sekretarz zdradził albo porzucił, to wtedy w grę (gdy prawnik sprytny i sąd orzekł by rozpad związku z winy Głódzia), wchodził by podział majatku. A na kim jak na kim, ale na Głodziu jest co dzielić. A tak, jak legalnych związków nie ma, to i sprawy nie ma. Ot, niegroźny konkubinat bez jakichkolwiek skutów prawnych.

O innych biskupach, nadbiskupach i arcybiskupach już nie wspominam, bo i tak tekst nieco przydługi wyszedł i pewnie nikt go do końca nie przeczyta. Do następnych świat przeto.