Żądaliście prawdy, to ją kurwa macie

Fragments of TU-154 the Polish president at the crash site in Smolensk

W zasadzie sprawa smoleńskiego kraszu ani mnie już specjalnie grzeje, ani nawet za bardzo nie bawi. Bowiem większość zasadniczych kwestii została już racjonalnie wyjaśniona, pozostaje jedynie czekać kto z opornych zamachopiewców przyjmie to do wiadomości i po jakim czasie. W tym też sensie na temat wczorajszych rewelacji z kokpitu w ogóle nie powinienem zabierać głosu, bo to żadne rewelacje i żaden w sumie przełom.

icon-blackline-200

Robię to jednak dlatego, że po pierwsze coś tam o smoleńczyźnie jednak przez te lata pisałem i wypadało by teraz zamknąć temat, tym bardziej, że w sumie na moje wyszło.  A po drugie, o zabranie głosu poprosiła mnie i do tablicy wywołała bywalczyni Kamila789, więc żeby sprostać oczekiwaniom, nieco się znów wychylam, mimo żem obiecywał, że już nigdy więcej na Smoleńsk nawet nie spojrzę.

Czyli jeszcze raz podsumowując całą historię jednym dosłownie zdaniem: było tak jak było, i jak wszyscy przypuszczali, a niektórzy nawet wiedzieli, tylko nie zawsze mieli odwagę a i sposobność głośno o tym mówić.

No, bo niby co nowego takiego się stało? 

O tym, że w kokpicie panował bałagan i wszyscy po nim łazili jak po peryferyjnej spelunie w ostatni dzień karnawału, to było wiadome od samego początku.

O tym, że Błasik siedział na plecach pilotów, a kto wie czy nie na ich kolanach, też było wiadome od początku (choćby dlatego, że w kokpicie znaleziono jego ciało). Ściemniano z jakiś powodów, mówiąc o „niezidentyfikowanym głosie”. Teraz głos został jednak zidentyfikowany i nawet udało się odczytać rozkazy, które wydawał załodze (bardziej elegancko mówiąc: sugerował im niektóre rozwiązania). Wywierał więc presje nie tylko swoją obecnością, ale i słowem. A jak Błasik słowem potrafił wywierać presje jest powszechnie znanym faktem. Zapytajcie jego dawnych podwładnych.

To, że pan Kazana wywierał presję, dąsał się pląsał, było też znanym faktem.

Tego, że piloci próbowali jakoś zapanować nad tym burdelem, można się było domyślać, choć w słowach nie mieliśmy dotąd takiego potwierdzenia. Innymi słowem była teza, którą teraz udało się udowodnić.

O tym, że w czasie podróży samolotem rządowym, atmosfera na pokładzie jest swobodna, wiedzą wszyscy (w tym dziennikarze), którzy chociaż raz mieli okazję w takim locie uczestniczyć. Piwo może niekoniecznie, ale wódeczka i wiskaczyki leją się równym strumieniem, i nierzadko się zdarzało, że po wylądowaniu u celu, ci i owi musieli być wyprowadzani, żeby nie powiedzieć wynoszeni z maszyny, bo nie byli w stanie zejść po trapie. Nie inaczej było i teraz.

Ludzie, wszystko to już wiemy od mniej więcej 5 lat. Teraz jedynie ktoś wreszcie zdecydowal się to upublicznić!

Morał z tego: „Żądamy pełnej prawdy o katastrofie w Smoleńsku” – krzyczał od zawsze PiS. Żądaliście, to ją kurwa macie! 

I w ogóle nie przekonuje mnie to odwracanie kota ogonem, i te z koziej dupy wyciągnięte argumenty, że to wszystko się nie liczy bo eksperci pracowali na kopiach, zamiast na oryginale zamkniętym w ruskim sejfie. Założyć się mogę kochane pisiaki o każde pieniądze, że jak dostaniecie do łapy ten oryginał, to natychmiast orzekniecie, że to fałszywka, że został zmanipulowany, zdegenerowany, wykasowany, podcięty, wycięty i że to żaden tam oryginał tylko ruska prowokacja. No co, zakładamy się, że tak właśnie będzie?!

Czy czegoś się jeszcze spodziewam, czy na coś jeszcze czekam?

Ależ oczywiście. Na dwa wydarzenia. Po pierwsze, oczekuję ponownego potwierdzenie pierwotnej informacji, że Błasik miał jednak we krwi te promile (i to wcale nie takie małe o ile dobrze pamiętam). Bo to, że Błasik (i nie tylko) lubił się napić, nie jest jakąś szczególną tajemnicą, a jak jeździł w delegacje, to lubił się napić podwojnie. Jeżeli ktoś z mających to szczęście być dowodzonym przez Błasika zaprzeczy, to znaczy że kłamie, a kłamie dlatego, że ma chrapkę na srebra rodowe Błasikowej.

Pamiętajcie też, że ten prezio z żoną się spóźnili i to prawie o godzinę, więc oczekująca ich na Okęciu świta, siedziała w osławionym domku pilota i tradycyjnie się nawadniała. Więc ów fakt nawodnionego/nawalonego (ale lekko) dowódcy przyjmuje bez zaskoczeń, i nie będę ani trochę zdziwiony jak eksperci z bólem pewnie przyznają, że dało się jednak odczytać promile krążące po krwi generała.  Myślę, że to kwestia czasu.

Po drugie też oczekuję, ujawnienia wreszcie szczegółów owej mitycznej rozmowy miedzy braćmi. Jeśli ona faktycznie istnieje, to też jest to kwestią czasu. I to pewnie niedługiego. To tyle mniej więcej na dziś.

icon-blackline-200

PS. Pytanie zasadnicze jest też takie, dlaczego to pan prokurator generalny Seremet zakazał (jak zwał tak zwał) prokuraturze wojskowej ujawniania treści owych nowych stenogramów podczas jej niedawnej konferencji prasowej? Jakimi motywami się kierował i w czyim działał interesie? Na pierwszy rzut oka widać w tym ewidentne działanie polityczne, nie zaś – jak próbuje się nam wmówic – merytoryczne. Być może właśnie ten fakt jest przyczyną „przecieku”, a w zasadzie świadomego i w pełni kontrolowanego wycieku dokumentów, które winny być ujawnione a ktoś je zablokował.