Nasza odpowiedź na całun turyński

całun-150420-1100550

Świat łatwowiernych katoli i łowców każdej sensacyjnej pierdoły, żyje obietnicą pokazania tak zwanego całunu turyńskiego (gdyby co, to pewne nazwy z zasady pisuję małą literą). Wedle obliczeń organizatorów tego cyrku, kawałek w charakterystyczny sposób pobrudzonego płótna, ma obejrzeć milion osób. Mało to czy dużo?

icon-blackmotiv-200

Myślę, że to jednak sporo, zwłaszcza w zestawieniu ze śmiercią Jezusa, którą wedle wyliczeń historyków oglądało co najwyżej kilkanaście osób (droga na krzyż się nie liczy). Jeszcze gorzej było z domniemanym zmartwychwstaniem, gdyż nie ma żadnej pewności, że ktokolwiek to oglądał. Pewne jest jedyne to, że Jezus zniknął i do tej pory nie odnaleziono jego szczątków, ani nawet nie określono kto był sprawcą kradzieży trupa i w jakim celu.

Acz całkiem spora jest grupa takich, którzy uważają, że to właśnie najlepszy dowód na to że Jezus poszedł do nieba i do tej pory buja sobie w kosmicznych obłokach.

Plotki znad Wisły mówią, że po to właśnie paręnaście dni temu działalność swą zainaugurowała Polska Agencja Kosmiczna, by za parę lat wystrzelić rakietę z miedzygalaktyczną misją. Misja będzie polegała na odnalezieniu w kosmicznej otchłani pana Jezusa, a następnie bezpieczne sprowadzenie go na Ziemię. Żywego, bo tron Polski czeka. Po to zresztą bóg nas naznaczył i po to uczynił narodem wybranym.

Z przecieków wiadomo, że rakieta będzie budowana w opuszczonych zakładach samochodowych na Żeraniu, z wykorzystaniem części pozostałych w magazynach po Polonezie. Nie jest jeszcze pewne jak rakieta będzie się nazywała (prawdopodobnie Jan Paweł 2) i kto wejdzie w skład załogi (to pozostawiam waszej wyobraźni). Osobiście paru kandydatów mam, acz nie jestem pewien czy dożyją w zdrowiu chwili wystrzelenia ich z kosmodromu im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Skoro dotknęliśmy już spraw polskich…

Trudno kochani nie zauważyć, że w kontekście tego całunu, to mamy się czym pochwalić. Bo przede wszystkim śmierć naszego boga, wywołanego tu do tablicy Wojtyły, oglądało paręset milionów ludzi, przy których nędzny całunowy milion w ogóle nie robi wrażenia.

Za kilkadziesiąt lat, a może nawet kilkaset (jeśli Watykan do tej chwili dotrwa), szaty w które przebrano dostojnego nieboszczyka, będą kilkukrotnie cenniejsze niż jakieś spreparowane na kolanie płótno z Turynu. Jedyna słabość jest taka, że Wojtyła jeszcze nie zmartwychwstał. Proszę jednak zachować spokój i wiarę, bo przecież nauka idzie do przodu, a Dziwisz ma w sejfie całą krew którą wypompował przezornie Karolowi. Będzie to wiec zmartwychwstanie kontrolowane, ale takie zmartwychwstanie jakie czasy w których do niego dojdzie.

Problem jedynie jest taki, gdzie owa szata, ta nasza odpowiedź na całun, ma spocząć. W Licheniu pod ołtarzem, czy może jednak w gablocie na Wawelu, obok krypty najsłynniejszego Polaka epoki powojtyłowej, w międzyczasie dawno już beatyfikowanego.